fbTrack
REKLAMA

Wspomnienia

Nie żyje Witold Kon. Zabrał go Covid-19

Witold Kon
Witold Kon (1948-2021)
Fotorzepa/ Radek Pasterski
Kochał kino, stworzył festiwal GRAND OFF, kierował Biblioteką Publiczną na Bielanach.

Witold Kon nie należał do celebrytów. Nie lubił rozgłosu. Ale był wspaniałym działaczem niezależnego ruchu filmowego. Od 1993 roku przewodniczył Federacji Niezależnych Twórców Filmowych. To on wymyślił i kierował  przez wiele lat Przeglądem Dziecięcych i Młodzieżowych Filmów Amatorskich. Organizował Światowe Festiwale Kina Niezależnego UNICA w 1997 i w 2003 roku w Wraszawie i w 2009 roku w Gdańsku. Innym jego dzieckiem był międzynarodowy festiwal filmów dyplomowych „Young Cinema Art”. I wreszcie festiwal GRAND OFF, który powstał w 2006 roku i znakomicie się rozwijał. Nadchodziło na jego kolejne wydania po kilka tysięcy propozycji z ponad 100 krajów świata. Oceniała je kapituła złożona z 80 ekspertów – teoretyków kina, reżyserów, operatorów, montażystów, aktorów z 30 krajów. Każda edycja miała swoich gości specjalnych. W różnych latach byli wśród nich: Marcel Łoziński, Krzysztof Zanussi, Cezary Harasimowicz, Allan Starski, Jiri Menzel, Agnieszka Holland, Janusz Gajos, Lech Majewski, Jerzy Hoffman, Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak, Janusz Majewski, Emilia Krakowska, Wojciech Wójcik, Piotr Fronczewski, Andrzej Seweryn, Andriej Zwiagincew, Jerzy Stuhr. Ostatni festiwal odbył się w listopadzie 2020 roku. Wirtualnie, choć Gala wręczenia nagród była transmitowana „na żywo” z niemal pustego Teatru Syrena.

Witold Kon był też szefem Biblioteki Publicznej im. Stanisława Staszica na warszawskich Bielanach. Uczynił z niej miejsce spotkań, dyskusji, promocji książek i swojego ukochanego kina. I zabawy, które miały wciągnąć w krąg kultury dzieci.

Ale wyliczanie wszystkich osiągnięć Witka Kona nie daje wyobrażenia, jakim był on człowiekiem. Ujmującym, eleganckim, wyciszonym, bardzo skromnym. Miałam szczęście go poznać. Mimo zapracowania nigdy nie sprawiał wrażenia zagonionego. Miał czas na rozmowę, wypicie kawy. Często przy tym snuł plany – nowych wydarzeń, nowych kulturalnych przedsięwzięć. Zawsze tak samo przyjazny, pełen szacunku dla artystów, zakochany w sztuce.

— Swoją miłością do kina zarażał wszystkich — mówi mi reżyserka Magdalena Łazarkiewicz.

Była z nim umówiona na ostatni tydzień, chciał, by poprowadziła warsztaty dla młodzieży. Przełożył to spotkanie, bo rozchorował się. Trafił do szpitala, stamtąd wysłał sms-a do jednej ze swoich współpracowniczek. Napisał, że przechodzi „mały kryzysik”, ale niedługo wróci. Nie wrócił. 17 stycznia przyszła wiadomość o jego śmierci.

Wierzę, że GRAND OFF poniesie jego oddany, świetnie zorganizowany zespół. Na pewno by tego chciał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA