fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Sieroty po dżihadystkach wracają do Niemiec

Obóz Al-Hol w północno-wschodniej Syrii. Kurdyjskie strażniczki eskortują żony dżihadystów
AFP
Na kontrolowanych przez syryjskich Kurdów terenach jest ponad setka dzieci obywateli niemieckich, którzy służyli Państwu Islamskiemu. Ewakuacja pierwszej czwórki była skomplikowaną utrzymywaną w tajemnicy operacją.

Troje dzieci trafiło do irackiego Kurdystanu, gdzie w Irbilu przekazano je dziadkom, a czwarte – niemowlę – jest już w Niemczech. O sprawie poinformowały w poniedziałek portale kilku gazet, w tym liberalnego tygodnika „Der Spiegel" i tabloidu „Bild". Potwierdziło to biuro prasowe niemieckiego resortu dyplomacji. A jego szef Heiko Maas zapowiedział potem, że Berlin będzie się starał umożliwić wyjazd z Syrii pozostałym. Bo dzieci, podkreślił, nie są odpowiedzialne za czyny swoich rodziców.

Dotychczas władze niemieckie pozwalały członkom rodzin oddanych terrorystycznej organizacji ISIS na powrót jedynie z Iraku. Z Syrii nie, bo – jak tłumaczyły – nie ma tam niemieckiej placówki dyplomatycznej. Poza tym, spekulowały media, Berlin nie chciał wchodzić w konflikt z Ankarą. Wydostanie obywateli niemieckich z obozu Al-Hol, gdzie przetrzymywani są dżihadyści i ich rodziny, wymaga bowiem porozumienia z kontrolującymi go syryjskimi oddziałami YPG, a Turcy uważają je za filię PKK, terrorystycznej organizację tureckich Kurdów.

Przeczytaj też: Afganistan: Zamach na ślubie - 63 zabitych, 180 rannych

O tym, że dzieci mają wrócić z Syrii, zadecydował w lipcu berliński sąd administracyjny, w którym skargę złożyli krewni.

Argumentował, że jeśli tam zostaną, grożą im poważne i nieodwracalne szkody.

Niemieckie MSZ pomogło dotrzeć do Irbilu dwóm dziewczynkom w wieku czterech i dwóch lat oraz siedmioletniemu chłopcu. Według „Spiegla" to sieroty po dwóch dżihadystkach z ISIS, które pochodziły z landów Badenia-Wirtembergia oraz Hesja. Zginęły w czasie walk w jednym z ostatnich bastionów Państwa Islamskiego.

Ciężko chore dziesięciomiesięczne niemowlę przewieziono bezpośrednio do Niemiec. Jego matka wraz z pozostałymi dziećmi jest nadal w obozie Al-Hol.

Operacja była przygotowywana w ścisłej tajemnicy. Najpierw prywatne organizacje humanitarne pomogły przeprowadzić testy DNA, by sprawdzić, czy chodzi o właściwe dzieci. Planowano wywiezienie jeszcze jednego dziecka, syna jednej z poległych dżihadystek, ale nie udało się go znaleźć w obozie Al-Hol.

W Syrii – według źródeł kurdyjskich – jest jeszcze 113 dzieci z niemieckim obywatelstwem oraz 21 takich, których jedno z rodziców ma obywatelstwo, a one nie. W Al-Hol jest też 63 mężczyzn, którzy przyjechali z Niemiec walczyć o kalifat, z tego dwie trzecie oskarżonych o zbrodnie wojenne.

W Niemczech rozgorzała jednocześnie inna dyskusja związana z Syrią. Wywołał ją reportaż w tabloidzie „Bild", napisany przez 29-letniego Syryjczyka (uchodźcę) Mohameda Rabie.

Opisał on, jak posiadający azyl w Niemczech Syryjczycy jeżdżą na urlop do Syrii, na tereny kontrolowane przez reżim Baszara Asada, przed którego prześladowaniami mieli przecież uciec. Uchodźcom wolno podróżować, ale nie do kraju, z którego uciekli – twierdzi autor, choć nie wszyscy komentatorzy się z tym zgadzają. Łamią też prawo, starając się o dokumenty w Ambasadzie Syrii w Berlinie.

W niemieckiej stolicy działa agencja zajmująca się organizowaniem przelotu do Bejrutu, potem przejazdu busem do granicy libańsko-syryjskiej. W cenie (800 euro) jest nawet łapówka dla pograniczników. Trudniejszy jest powrót, trzeba się posługiwać najpierw syryjskim paszportem, by trafić do któregoś z krajów sąsiednich, a potem już z niemieckimi papierami azylowymi wrócić do Europy. Czasem np. przez Danię, gdzie już na granicy niemieckiej zgłasza się, że paszport zaginął.

Niemiecki urząd imigracyjny wie o takich podróżach, pisze „Bild", ale nie zna ich skali. Do Niemiec od rozpoczęcia wojny domowej w Syrii w 2011 r. przybyło 770 tys. Syryjczyków.

Po artykule w „Bildzie" szef niemieckiego MSW Horst Seehofer zagroził spędzającym w ojczyźnie urlop Syryjczykom pozbawieniem statusu uchodźcy. Na razie nie można ich jednak wydalić z Niemiec, ale „gdy warunki [w Syrii] na to pozwolą", dodał Seehofer, „przeprowadzimy deportację".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA