fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Marek Domagalski: sędzia musi poważnie podejść do medialnej strony sędziowania

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Sędziowski stół, choćby stał na nim duży ekran komputera, nie zasłoni sędziego. Ten musi iść z duchem czasu i poważnie podejść do medialnej strony sędziowania.

Temat staje się żywy ze względu na głośne sprawy, pośrednio dotyczące tysięcy osób, np. frankowiczów, i oczywiście rozwój internetu, przez który wiadomości także z sali sądowej docierają do szerokich kręgów niemal automatycznie. Jasne prezentowanie tego, co się na sali rozpraw dzieje, nabiera znaczenia.

Dziennikarze i wielu prawników o tym wiedzą, z sędziami bywa gorzej. Z prostej jak się zdaje przyczyny. Dobry adwokat, nie mówiąc o większej kancelarii, gdy ma ważną sprawę, stronie medialnej może poświęcić wiele godzin. Sędzia przez miesiące może nie mieć sprawy medialnej, prasy na sali, a ponieważ zwykle jest zapracowany, może nawet szerszej publiczności nie przewidzieć. Tym bardziej że ona nie zawsze się pojawia. To zależy np. od tego, czy dzień rozprawy obfituje w inne głośnie wydarzenia. Potwierdzają to, na szczęście rzadkie, przypadki wprowadzania przepustek. Raz ich brakuje, a innym razem sala jest pusta.

Przepustki to wyjątek od zasady, że jawna rozprawa jest dostępna dla każdej pełnoletniej osoby bez broni. W sprawie, w której spodziewana jest większa liczba zainteresowanych, sędzia powinien się postarać wcześniej, a w ostateczności w ostatniej chwili, o większą salę. W razie konieczności może np. wpuścić kamery tylko na kilka minut (później zresztą raczej przeszkadzają), za to więcej dziennikarzy. Z kolei pod salą powinien być rzecznik sądu lub upoważniony pracownik, by wpuścić np. dziennikarza, który nie zdążył zdobyć przepustki czy zapomniał legitymacji.

Są oczywiście sprawy z wyłączoną jawnością, a w sprawach cywilnych – „za zamkniętymi drzwiami", i choć o tym rygorze decyduje głównie prawo, to wiele też zależy od sędziego, więc w sprawach granicznych powinien się on opowiadać za jawnością, bo ona jest zasadą sądowej rozprawy.

Wejście na salę to tylko część prawa do jawności. Druga to prawo do poznania, o co w takiej sprawie chodzi. Niestety wokandy, a więc spis spraw rozpatrywanych na danej sali, zawierają coraz mniej informacji (rygory szeroko pojętego RODO), ale w zakresie dopuszczalnym powinny być możliwie czytelne. Oprócz wokandy elektronicznej powinna być więc też papierowa, a wszelkie przypadki przeniesienia sprawy do innej sali jasno przy niej zaznaczone.

Już na sali rozpraw, gdy jest więcej publiczności lub media, można oczekiwać od sędziego informacji, co można nagrywać, bo nie wszyscy te zasady znają. W sprawach, gdzie są tzw. referaty (w drugiej instancji), sędzia winien zadbać o klarowne, nieprzegadane przedstawienie dotychczasowego przebiegu sprawy, a nawet zaznaczyć, co na tym etapie jest istotne.

Część sędziów docenia te kwestie, choć niektórzy mówią jak najmniej, jakby chcieli zachować w tajemnicy przed publicznością i mediami jak najwięcej. To błędna droga i na bakier z prawem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA