fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Koronawirus: o kształceniu na odległość na studiach

AdobeStock
Nauczyciel akademicki powinien iść z duchem czasu.

Pomimo epidemii wirusa SARS-CoV-2 skutkującej niemającymi odpowiednika w historii najnowszej działaniami wszystkich rządów na świecie polskie szkolnictwo wyższe na szczęście nie stanęło nad przepaścią. Dzisiejsze technologie pozwalają dokonać wyłomu w „kardynalnej zasadzie kształcenia", za jaką uznawane jest nauczanie bezpośrednie (tak H. Izdebski, Komentarz do art. 67 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, LEX, t. 4).

Rozumie się przez to jedność miejsca i czasu procesu dydaktycznego oraz mający wieloletnią tradycję bezpośredni kontakt nauczyciela akademickiego i studenta. Chodzi nie tylko o samo przekazywanie wiedzy, ale społeczny i psychologiczny aspekt tego procesu. Tak jak nie jesteśmy w stanie zastąpić kontaktu z innym człowiekiem rozmową w formie telekonferencji (nawet prowadzoną w najwyższej jakości strumienia audio i wideo), tak kształcenie w formule wykorzystania technologii informatycznych nie może zastąpić bezpośredniego kontaktu wykładowcy ze studentem, który stanowi o rozwoju studenta nie tylko w aspekcie efektów kształcenia, ale także kompetencji społecznych.

Bez ćwiczeń i przygotowań

To one przede wszystkim cierpią w formule kształcenia na odległość. Świat pozbawiony interakcji międzyludzkich to świat ludzi wyalienowanych, pełnych deficytów emocjonalnych, co może prowadzić do zaburzenia funkcjonowania jednostki w społeczeństwie.

A jednak wobec nadzwyczajności sytuacji konieczne są nadzwyczajne środki. Uczelnie wyższe w zasadzie na całym świecie, i to na wszystkich kierunkach kształcenia, stanęły w obliczu zmiany procesu dydaktycznego „z dnia na dzień". Co więcej, na co być może zwraca się zbyt małą uwagę, wszystko to pod presją zagrożenia epidemiologicznego, zatem w obliczu presji na podstawową wartość cenną dla każdego człowieka – jego bezpieczeństwo, co dotyka tak studentów, jak i kadrę akademicką.

Transformacja dydaktyki poprzez przeniesienie zajęć do sfery cyfrowej odbywa się nie tylko szybko, ale też nie poprzedzały jej w takiej skali odbywane wcześniej ćwiczenia, przygotowania itp. Choćby z powodów normatywnych – obowiązujące w Polsce przepisy (o czym za chwilę) ograniczały liczbę punktów ECTS, do których przypisane są zaplanowane do realizacji godziny tak dydaktyczne, jak i samodzielnej pracy studenta do 50 proc. ogółu tych punktów, które mogą być zrealizowane w formule kształcenia na odległość (warto przypomnieć, że na gruncie przepisów sprzed konstytucji dla nauki współczynnik ten wynosił 60 proc.).

Kadra naukowa nie dostrzega

Obecnie całość procesu dydaktycznego musi być realizowana w formule kształcenia na odległość. Różne uczelnie, na różnych kierunkach były w odmienny sposób przygotowane do tego zadania. Z pewnością nie służyły temu konserwatywne postawy części środowiska naukowego podważające sens takiej formuły kształcenia. Nie dostrzegano, że młodzi ludzie w swojej aktywności życiowej, zawodowej, a także naukowej wykorzystują nowoczesne narzędzia informatyczne.

Wreszcie, nie zawsze dostrzegano ich potencjał; choćby najprostsze elementy, jak wykorzystywanie prezentacji multimedialnych do prowadzonych wykładów (multisensoryczność przekazu dydaktycznego ułatwiająca przyswajanie materiału), nie mówiąc o szerokim wykorzystywaniu platform komunikacyjnych, które nie tylko usprawniają kontakt nauczyciela i studenta w czasie rzeczywistym (np. poprzez zamieszczanie materiałów do zajęć), ale i uczą samych studentów obsługi tych narzędzi, powszechnych w środowisku tak biznesu, jak i e-administracji.

W XXI w. kadra akademicka musi umieć obsłużyć dominujące na rynku pakiety aplikacji biurowych, jeśli chce uniknąć gorszącej sytuacji, że lepiej umiejętność tę opanowali studenci. I wypada nadmienić, że dotyczy to w zasadzie wszystkich kierunków studiów, choć oczywiście z różnie rozłożonymi akcentami, które uwzględniają specyfikę kształcenia na danym kierunku (np. zajęcia laboratoryjne, kierunki specjalistyczne, wychowanie fizyczne itp.).

Quizy z komórki

Takie też kryterium przyjął polski ustawodawca, bo oczywiście kształcenie na odległość nie jest zupełną nowością w specyfice dydaktyki na studiach wyższych. Wręcz przeciwnie, zajęcia w takiej formule były prowadzone, a uczelnie dysponowały infrastrukturą tak materialną, jak i programistyczną potrzebną do prowadzenia zajęć przy zastosowaniu technik informatycznych. Przy tej okazji należy koniecznie rozróżnić: czym innym jest kształcenie przy użyciu technik informatycznych, a czym innym kształcenie na odległość.

Pierwsze realizowane było na szeroką skalę, choć oczywiście ponownie wypada wskazać, że stopień wykorzystania narzędzi informatycznych uwarunkowany był specyfiką kierunku oraz kształceniem w ramach danego przedmiotu z programu studiów. Co innego kształcenie na odległość. Zważmy, że może być to kształcenie tradycyjne (nawet bez wykorzystania narzędzi informatycznych), realizowane w formie tzw. kontaktu synchronicznego – przez co rozumie się zapewnienie kontaktu z prowadzącym w czasie rzeczywistym, jak i asynchroniczne – przez co zakłada się odstępstwo od zasady nie tylko jedności miejsca, ale i czasu.

Taka forma kształcenia tradycyjnego sprowadza się np. do transmisji wideo (albo jedynie audio) wykładu prowadzonego w formie tradycyjnej (nawet bez wsparcia prezentacją multimedialną, pokazem interaktywnym itp.). Gdy jest on nagrany, mamy do czynienia z nauczaniem tradycyjnym na odległość, realizowanym asynchronicznie (na co czasem zwraca uwagę Polska Komisja Akredytacyjna).

Bardziej wymagająca jest dydaktyka przy użyciu infrastruktury (narzędzi) i oprogramowania z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość. Zważmy, że podobnie jak poprzednia konfiguracja, w określonym zakresie infrastruktura i oprogramowanie mogą służyć kształceniu stacjonarnemu (w tradycyjnej formule, zatem pełnych, zwyczajowo prowadzonych zajęć na uczelni). Tak jest np. podczas zajęć polegających na rozwiązywaniu przez studentów określonych zadań z wykorzystaniem infrastruktury (komputerów) i oprogramowania np. w specjalistycznej pracowni. Wykorzystanie (choćby subsydiarne) oprogramowania wspomagającego kształcenie następuje także wtedy, gdy podczas zajęć dydaktycznych stosowane są quizy (testy interaktywne) w aplikacjach zewnętrznych, a studenci udzielają odpowiedzi np. przy użyciu telefonu komórkowego podczas zajęć.

Trudne zadanie

Formuła taka jest bardzo efektywna, gdyż wykładowca jest w stanie ocenić procentowy rozkład udzielanych odpowiedzi w czasie rzeczywistym lub na bieżąco komentować wyniki. Owa bardziej wymagająca formuła polega zatem na łączeniu wykorzystania infrastruktury i oprogramowania informatycznego w tzw. formule e-learning/distance learning (czyli kształcenia na odległość).

To trudne zadanie dla kadry bez przygotowania w takiej formule. Wykonywanie tego typu zadań wymaga bowiem nie tylko umiejętności obsługi specjalistycznego nieraz oprogramowania (nie zawsze o intuicyjnym interfejsie), ale przede wszystkim zaplanowania procesu dydaktycznego i uczynienie go nie tyle atrakcyjnym, ile przyswajalnym przez studenta. Techniki informatyczne w procesie dydaktycznym powinny być – w świetle obowiązujących przepisów (także obowiązujących w razie epidemii) wykorzystywane w formule tak kontaktu asynchronicznego, jak i synchronicznego (choćby ten drugi miał być realizowany pomocniczo).

Autor jest doktorem habilitowanym prawa, wykładowcą na Wydziale Prawa i Administracji w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA