fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Tajemnica dziennikarska: Jak w studni - prokurator Piotr Kosmaty o ukaraniu red. Majewskiego

Shutterstock
Tajemnica dziennikarska jest wartością większą niż dobro postępowania karnego.

Z tekstu redaktora Marka Domagalskiego „Prawnicy o skazaniu red. Majewskiego", który ukazał się w „Rzeczpospolitej" 10 lutego 2020 r., dowiedziałem się o wyroku, jaki zapadł względem owego dziennikarza. Podstawą prawną skazania był art. 224 § 2 kodeksu karnego, który statuuje odpowiedzialność karną za stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej.

Ten przepis posłużył sądowi do prawnokarnego wartościowania zdarzeń, które rozegrały się kilka lat temu w redakcji tygodnika „Wprost" w związku z próbą przejęcia przez agentów ABW laptopa z nagraniami z restauracji Sowa & Przyjaciele. Niewątpliwie doszło wtedy do ostrego konfliktu między dwoma bardzo istotnymi wartościami: wolnością prasy i dobrem wymiaru sprawiedliwości. Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że taki konflikt nigdy nie zostanie rozwiązany w taki sposób, aby obie wartości były w pełni respektowane. Również żadna z nich nie osiągnie waloru absolutnego. Przyjmując określone założenia aksjologiczne demokratycznego państwa prawa, musimy w pewnych sytuacjach przyznać pierwszeństwo wolności słowa, prasy przed szeroko rozumianym wymiarem sprawiedliwości, nawet gdy ucierpi na tym podstawowa zasada porządku karnego, jaką jest osiągnięcie prawdy materialnej. Z tak nakreślonego punktu widzenia trudno pogodzić się ze stanowiskiem sądu, który ukarał red. Majewskiego grzywną w wysokości 18 tys. zł.

Dziennikarz musi milczeć

Problem tajemnicy zawodowej dziennikarzy jawi się jako jeden z fundamentalnych dla funkcjonowania niezależnej, korzystającej z wolności wypowiedzi i realizującej misję prasy. Bez stworzenia odpowiednich instrumentów prawnych, gwarantujących bezpieczeństwo informatorom prasy, zostałaby ona pozbawiona możliwości realnego urzeczywistniania prawa obywateli do ich informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Do wielu istotnych informacji nie udałoby się dotrzeć, gdyby nie gwarancje, jakich udzielają informatorom stosowne zapisy ustawowe. Można zaryzykować stwierdzenie, że dziennikarstwo śledcze przestałoby istnieć bez zagwarantowania poufności osobom, które informują prasę o wszelakich patologiach drążących zwłaszcza administrację publiczną.

Niewątpliwie różnego rodzaju interesy leżą u podstaw ochrony dziennikarskich źródeł informacji, poczynając od zabezpieczenia takich osób przed ostracyzmem środowiska czy negatywną reakcją pracodawcy, aż po niechęć do ewentualnego kontaktu z organami ścigania. Uprawnienie do zachowania w tajemnicy tożsamości informatora wywołuje w wielu krajach sporo emocji, choć przeważa pogląd, że jeżeli dziennikarze mają wypełniać skutecznie swe zadania, muszą gwarantować swym informatorom, którzy często umożliwiają dostęp do poufnych danych służących ujawnianiu nieprawidłowości, zachowanie w tajemnicy ich tożsamości.

Wypowiadając się w kwestii ochrony dziennikarskich źródeł informacji, Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 27 marca 1996 r. w sprawie Goodwin przeciwko Wielkiej Brytanii podkreślił, że: „(...) bez takiej ochrony informatorzy byliby odstraszani od udzielania pomocy prasie w informowaniu opinii publicznej o sprawach mających znaczenie dla całego społeczeństwa. W konsekwencji rola prasy jako publicznego kontrolera zostałaby podważona, co z kolei wpłynęłoby na jej zdolność zapewnienia dokładnych oraz wiarygodnych informacji". Sędziowie zwrócili też uwagę, że tajemnica dziennikarska może zostać naruszona przez działania zmierzające do poznania tożsamości informatora, które nie są poleceniem skierowanym bezpośrednio do dziennikarza, ale np. przeszukaniem redakcji lub mieszkania dziennikarza albo zajęciem zawartości komputera.

Trybunał nie miał wątpliwości, że wszelkie działania zmierzające do poznania źródła informacji naruszają dziennikarski przywilej. Czynności inne niż nakaz ujawnienia informatora są jeszcze groźniejsze, bo dziennikarz może odmówić podania tożsamości swojego źródła, podczas gdy zajęcie należących do niego materiałów lub komputera może nastąpić niezależnie od jego woli. Dlatego wszelkie czynności, aby były zgodne z europejską konwencją praw człowieka, muszą się łączyć z potrzebą odkrycia sprawcy poważnego złamania prawa i można je podjąć tylko wtedy, gdy przy użyciu innych środków procesowych nie daje się go zidentyfikować. Ponadto zakres dokonanych wobec dziennikarza działań musi być ściśle określony i nie może polegać na zajęciu wszelkiej dokumentacji oraz przeszukaniu wszystkich pomieszczeń (wyrok ETPCz z 25 lutego 2003 r. w sprawie Roemen i Schmit przeciwko Luksemburgowi). Odkodowanie zapisów dotyczących tajemnicy dziennikarskiej zawartych w normie art. 15 prawa prasowego przekonuje, że mamy do czynienia z obowiązkiem, a nie uprawnieniem dziennikarza, jej naruszenie zaś wypełnia znamiona czynu zabronionego.

Dziennikarz jest tylko depozytariuszem cudzego prawa i nie może decydować o jego zakresie czasowym ani przedmiotowym, co oznacza, że wykluczone jest samozwolnienie się z jej obowiązywania. Jedynie zgoda informatora może wykluczyć dalsze istnienie tajemnicy zawodowej dziennikarza. Jest ona jedną z materialnych gwarancji wolności prasy oraz prawną gwarancją zaufania i intymności w stosunkach prasowych między dziennikarzem a informatorem. Chroniąca dziennikarza tajemnica eliminuje możliwe wpływy na treść publikacji czynników politycznych i administracyjnych, w tym różnych grup interesów czy poszczególnych zainteresowanych osób. W art. 15 prawa prasowego, wprowadzającym do polskiego porządku prawnego instytucję tajemnicy zawodowej dziennikarza, uregulowane zostały dwa zagadnienia: prawo do anonimatu (art. 15 ust. 1) oraz tajemnica dziennikarska (art. 15 ust. 2). Dyspozycja art. 15 jest dwutorowa, gdyż z jednej strony statuuje prawo autora materiału prasowego do nieujawniania swego nazwiska, a z drugiej rozstrzyga o tym, że tajemnica nazwiska autora anonimatu wchodzi w zakres tajemnicy zawodowej określonej w art. 15 ust. 2. Uprawnienie wynikające z art. 15 ust. 1 należy zatem interpretować w powiązaniu z art. 15 ust. 2, statuującym obowiązek dziennikarza (będący korelatem prawa do anonimatu) zachowania w tajemnicy „danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych".

Nieważne są intencje informatora

Tak określony przedmiot tajemnicy dziennikarskiej wydaje się podstawą wolnych mediów realizujących swą misję w demokratycznym państwie prawa. Ona sama obowiązuje bez względu na to, czy informator wszedł w posiadanie przekazywanych informacji legalnie czy też nie, oraz czy dzieląc się z nimi, narusza tajemnicę państwową, służbową, handlową czy inną. Bez znaczenia jest również, czym kierują się informatorzy, przekazując informacje. Dziennikarz musi także lojalnie dochować tajemnicy, nawet gdy wartość merytoryczna przekazanych informacji jest znikoma. Jest chyba rzeczą oczywistą, że spora część informatorów nie kieruje się w swoich działaniach szlachetnymi pobudkami.

Depozytariuszami tajemnicy dziennikarskiej mogą być również inne osoby zatrudnione w redakcji, wydawnictwie prasowym, prasowej jednostce organizacyjnej, mające dostęp do informacji chronionych, np. sekretarka, goniec, telefonistka, kierowca (art. 15 ust. 3), co określane jest mianem tajemnicy redakcyjnej. Następna kategoria informacji, na które rozciąga się tajemnica dziennikarska, to dane, których ujawnienie mogłoby naruszać gwarantowane prawem interesy osób trzecich (art. 15 ust. 2 pkt 2 prawa prasowego). Regulacja ta zmusza dziennikarza do dokonania oceny posiadanych przez niego informacji tak, aby ich upublicznienie nie zaszkodziło interesom innych osób niż informatorzy. Do powstania tej tajemnicy nie jest wymagane zastrzeżenie poufności. Komentowany przepis wydaje się mieć bardzo szeroki zakres przedmiotowy, bo w sporej części treścią materiałów prasowych są informacje, które pośrednio lub bezpośrednio dotykają praw osób trzecich. Pod tym pojęciem możemy rozumieć prawa niemajątkowe, takie jak: cześć, prywatność, jak również prawa majątkowe. Niewątpliwie tajemnica dziennikarska jest jedną z najbardziej chronionych tajemnic zawodowych. Przesądza o tym fakt, że zasadniczy jej „trzon" ma charakter absolutny. W świetle przepisów kodeksu postępowania karnego tajemnica dziennikarska podlega zróżnicowanej ochronie przejawiającej się w różnych poziomach rygoryzmu procesowego.

Najpierw sięgnąć po inne dowody

Pierwszy poziom obejmuje każdą informację, która ma charakter zastrzeżony ze względów służbowych. Z tak pojmowanej tajemnicy służbowej dziennikarza może zwolnić sąd lub prokurator. Drugi poziom dotyczy ochrony tajemnicy ustawowej, nałożonej na dziennikarza przez zapisy prawa prasowego. W tym przypadku zwolnienie od tajemnicy następuje na podstawie postanowienia sądu (art. 180 § 2 k.p.k.). Zwolnienie dziennikarza z zachowania tajemnicy może nastąpić jedynie wówczas, gdy: jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. Panuje powszechna zgoda, że przez pojęcie dobra wymiaru sprawiedliwości należy rozumieć potrzebę ustalenia prawdy obiektywnej. Jeśli jest możliwe ustalenie faktów objętych tajemnicą dziennikarską na podstawie innych dowodów, to zwolnienie od tajemnicy dziennikarskiej jest ex lege niedopuszczalne.

Sąd stanie na straży

Prokurator występujący z wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy zawodowej nie może zapominać, że to on stawia tezę procesową, która wnioskiem tym jest objęta, i tym samym to na nim spoczywa ciężar wykazania jej słuszności. Rola sądu nie sprowadza się do formalnego spełnienia oczekiwania prokuratora, a sąd nie jest pomocnikiem organu ścigania. W takim wypadku sąd jest organem stojącym na straży praworządności, gwarantem zachowania form postępowania i merytorycznej zasadności żądania zmierzającego do wyjątkowego wzruszenia zakazu dowodowego w imię celu ważniejszego, jakim jest dobro wymiaru sprawiedliwości (wyrok SA w Katowicach z 12 października 2011 r.). W tym przypadku zwolnienia może dokonać jedynie sąd, a w przedmiocie przesłuchania lub zezwolenia na przesłuchanie decyduje sąd na posiedzeniu bez udziału stron, w terminie nie dłuższym niż siedem dni od daty doręczenia wniosku prokuratora. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie.

Zaskarżalność postanowienia nie wyklucza jednak jego natychmiastowej wykonalności. Sądy jednak słusznie wstrzymują się z przesłuchaniem dziennikarza do czasu uprawomocnienia się postanowienia o zwolnieniu (uchwała SN z 19 stycznia 1995 roku, sygn. I KZP 15/94). Zwolnienie, o którym mowa, nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych. W ten sposób dochodzimy do trzeciego poziomu tajemnicy dziennikarskiej, która ma charakter bezwzględny (absolutny). Należy jednoznacznie stwierdzić, że bez takiej ochrony informatorzy z całą pewnością powstrzymywaliby się od pomagania prasie, która powinna przekazywać społeczeństwu wiadomości istotne z punktu widzenia interesu publicznego.

Z zachowania tej tajemnicy nie może dziennikarza zwolnić nikt, nawet sąd, poza oczywiście samym dysponentem tajemnicy, którym jest informator. Dobro wymiaru sprawiedliwości ulega w tym przypadku interesom informatorów, anonimowych autorów, a także wolności prasy (uchwała SN z 22 listopada 2002 roku, sygn. I KZP 26/02). Zgodnie z dyspozycją art. 180 § 4 k.p.k. dziennikarz może być przesłuchany, jeśli informacja dotyczy przestępstwa, o którym mowa w art. 240 § 1 k.k., co wyraźnie zostało skorelowane przez ustawodawcę z art. 16 ust. 1 prawa prasowego. Zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej lub redakcyjnej ogranicza się do czasu i miejsca przesłuchania.

Autor jest prokuratorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie delegowanym do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA