fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Przymusiński o wyroku TSUE ws. dyscyplinarek sędziowskich: Możemy mieć powody do optymizmu

Bartłomiej Przymusiński
tv.rp.pl
Liczymy, że TSUE rozstrzygnie, że nie jest dopuszczalne, by przepisy narażały sędziów na ryzyko wszczęcia wobec nich dyscyplinarek z powodu ich orzeczeń – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik SSP Iustitia.

Trybunał Sprawiedliwości UE wydał właśnie wyrok w sprawie „modelu postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów" w Polsce. Chodzi o pytania, które do TSUE skierowały sądy okręgowe w Łodzi i Warszawie. Autorami pytań byli Ewa Maciejewska i Igor Tuleya. Sędziowie chcieli wiedzieć, czy przepisy o prowadzeniu postępowań dyscyplinarnych są zgodne z prawem unijnym. TSUE uznał ich wnioski za niedopuszczalne. To już koniec batalii o Izbę Dyscyplinarną?

Wręcz przeciwnie. To dobry początek. Trybunał uznał bowiem w czwartek, że jest władny oceniać przepisy regulujące postępowania dyscyplinarne w poszczególnych krajach UE.

A jednak pytania polskich sędziów w tej sprawie uznał za niedopuszczalne. Wcześniej zresztą podobne w treści opinie ogłosił rzecznik generalny TSUE.

To prawda. TSUE uznał, że pytania są zbyt abstrakcyjne w kontekście spraw, w jakich zostały zadane. Stąd taka decyzja. Pytania, jakie zadali sędziowie, były ważne. Odpowiedzi także są ważne. Trybunał przecież rozpoznał te pytania w tzw. pierwszej kolejności i na dodatek przez Wielką Izbę, co oznacza, że sprawa nie była oczywista. Stwierdził ostatecznie, że miały one charakter generalny, a przez to wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym nie było dopuszczalne. Orzeczenie wydane w trybie prejudycjalnym musi bowiem być „niezbędne", aby umożliwić sądowi odsyłającemu „wydanie wyroku" w zawisłej przed nim sprawie.

Pytania te jednak wywołały lawinę, której skutkiem była skarga Komisji Europejskiej do TSUE. W przypadku rozpoznawania sprawy ze skargi Komisji Europejskiej wymogu związku pytania z konkretnym rozstrzygnięciem już nie będzie. Jeśli więc popatrzymy na dzisiejszą sprawę z punktu widzenia pewnego etapu na drodze do kolejnego rozstrzygnięcia, to możemy mieć powody do optymizmu.

Na co liczycie w sprawie ze skargi Komisji?

Liczymy na to, że Trybunał kategorycznie rozstrzygnie, że nie jest dopuszczalne, by przepisy narażały sędziów krajowych na ryzyko wszczęcia wobec nich postępowań dyscyplinarnych z powodu ich orzeczeń. Przepisy dotyczące systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów powinny respektować przysługujące jednostkom prawo do skutecznej ochrony sądowej. Obecnie warunek ten nie jest spełniony.

Tuż po wyroku Ministerstwo Sprawiedliwości wydało oświadczenie, że z zadowoleniem przyjmuje rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, że jest ono zgodne ze stanowiskiem Prokuratury Krajowej oraz resortu sprawiedliwości. Podkreśliło, że niedopuszczalne wnioski sędziów odbiły się negatywnie na polskim wymiarze sprawiedliwości, spowodowały przedłużenie postępowań sądowych, na czym ucierpiały strony. To zadowolenie resortu jest uzasadnione?

Nie dziwi mnie to, co słyszę. Ministerstwo Sprawiedliwości obrało taką właśnie strategię. Identycznie było po ogłoszeniu wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r. Najpierw cieszyło się sukcesem, a potem okazało się, że była to jednak przegrana. Ale o tym już nie informowało.

Wręcz przeciwnie. Przywoływało wyrok jako korzystny dla siebie i polskiego rządu. Pokłosiem jego miała być zresztą ustawa kagańcowa. Odczuwa pan jakieś jej negatywne skutki?

Z powodu epidemii wszystkie działania związane z ustawą kagańcową uległy spowolnieniu. Ale lada moment zobaczymy, jak ustawa wpłynie na wybór pierwszego prezesa SN czy proces nominacyjny sędziów. Sądy z wszechwładnymi prezesami, którzy będą teraz mieć ogromny wpływ na to, kto zostanie sędzią, to model oligarchiczny w stylu rosyjskim. Osoby biorące udział w tych politycznych mechanizmach mają imiona i nazwiska, wszystkie działania naruszające niezawisłość będziemy opisywać, tak jak w ostatnim naszym raporcie „Wymiar sprawiedliwości pod presją". Z uwagą analizujemy obecnie fragment specustawy w zakresie dotyczącym wymiaru sprawiedliwości. Znając dotychczasowe podejście Ministerstwa Sprawiedliwości, nie można wykluczyć, że będzie chciało wykorzystać sytuacje w celach zgoła innych niż koronawirus.

Kiedy sytuacja w sprawie Izby Dyscyplinarnej ma szansę w końcu się wyjaśnić?

Na razie czekamy na postanowienie o zabezpieczeniu. To może potrwać około miesiąca. Wyrok w sprawie zapadnie może za około pół roku. Chyba że walka z epidemią jeszcze opóźni zakończenie sprawy. Liczę jednak, że Trybunał dostrzega ogromną wagę tej sprawy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA