fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Koronawirus: Jak Covid-19 rozliczy stare i nowe reformy w sądach

Adobe Stock
Dotąd o takich sytuacjach czytaliśmy w książkach, widzieliśmy je na filmach i traktowaliśmy jako abstrakcję. Teraz wspólnie przeżywamy stan powszechnego zagrożenia.

To dopiero początek, bo inwazja koronawirusa powodującego Covid-19 dopiero się w naszym kraju rozpoczęła (piszę te słowa 19 marca 2020 r.). Aby zapobiec nadmiernej eskalacji patogenu, ogłoszono w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, a Unia Europejska i wiele krajów czasowo zamyka swoje granice. Trudno więc kwestionować ograniczenie działalności sądów poprzez odwoływanie rozpraw i kierowanie pracowników do pracy zdalnej lub rotacyjnej. Oczywiście w sposób usprawiedliwiony, ale skutecznie – spowoduje to drastyczne załamanie pracy sądów, które jakiś czas nie będą mogły normalnie procedować, a w szczególności zakończyć setek tysięcy, a może milionów spraw. Nikt nie wie, jak długo stan ten potrwa, jakie powstaną zaległości i kiedy uda się je odrobić. Powszechnie wiadomo, że pomimo wieloletnich zabiegów wszystkich kolejnych rządów sytuacja w sądach nie uległa poprawie – bo spraw wciąż przybywa, pracownicy odchodzą, nie ma nowych sędziów, więc zaległości rosną. Jeżeli przez kilka tygodni, a może miesięcy, sądy nie będą mogły pracować normalnie – to stan zaległości niechybnie okaże się krytyczny. Z perspektywy sędziego pracującego w najbardziej obciążonym sądzie w kraju widzę nie tylko trudności, ale też możliwości ich rozwiązania.

Codzienne trudności przyczyną kryzysu

Od lat poszukiwano sposobów na poprawę sytuacji w sądach, ale zawsze kończyło się tak samo: spraw wciąż przybywało, a zmiany nie przynosiły znaczącej poprawy. Tak jest do dzisiaj. Dlaczego? Ponieważ ustawodawca nie docenia powagi rzeczy małych i potrzeby rozwiązywania drobnych problemów. A z nich właśnie składa się praca w każdym sądzie każdego dnia. Jeżeli więc tzw. drobiazgi są od lat lekceważone lub zaniedbywane, prawem skali narastają do rangi przeszkody nie do pokonania. Gdyby sądy były przedsiębiorcami – dawno by zbankrutowały, skoro nie są w stanie dotrzymać większości wyznaczonych im standardów. Oczywiście nie ze swojej winy, bo nikt nie dba należycie o rzetelną analizę efektów kolejnych rozwiązań legislacyjnych.

W projekcie każdej ustawy musi się znajdować ocena skutków budżetowych proponowanych rozwiązań oraz zgodności z prawem europejskim. Można odnieść wrażenie, że niektóre opinie w tym względzie zapadają zbyt optymistycznie lub pochopnie. Za przykład niech posłuży nowy obowiązek wprowadzony w art. 205/1 § 1 zdanie drugie „o zarządzeniu doręczenia pozwu zawiadamia się powoda". Oznacza to nałożenie dodatkowej pracy na pracowników sądu i koszty korespondencji. W taki właśnie sposób powstają lub narastają zaległości, bo nikt nie przewidział dodatkowych etatów z takich powodów ani nie pomyślał o kosztach liczonych w milionach złotych z budżetu w skali kraju. Ustawodawca, dbając o dobro strony, mógł jednak bardziej zadbać o interesy Skarbu Państwa. Stanowiąc np. o zawiadomieniu drogą e-mailową, bo z tej samej noweli wynika obowiązek podania elektronicznego adresu.

Przekazanie zaś informacji o wysłaniu pozwu pozwanemu nie nakłada na powoda żadnych obowiązków, nie jest więc egzekwowalne, czyli wymagające ustalenia daty doręczenia. Nasz ustawodawca od lat pojmuje więc sądy jako instytucję oderwaną od ziemskich realiów, na którą można nakładać bez ograniczeń różne obowiązki oraz wydawać polecenia – ze względu na aktualny stan poglądów doktrynalnych lub koniunkturalnych przekonań decydentów. Skutki znamy, ale powszechnie niedostrzegane są ich powody, jako jeden spójny ciąg zwany w logice przyczynowo-skutkowym.

Gdyby sądy były przedsiębiorstwami, dawno zostałyby zreformowane

Zasada podziału i równowagi władz powoduje, że jedna władza wpływa na drugą oraz sama od niej zależy. Jeżeli władze ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza szanują się i należycie współpracują – są zdolne zapewnić sobie wzajemnie odpowiednie warunki działania. Czyli należyte wykonywanie konstytucyjnych obowiązków każdej z osobna oraz wszystkich wspólnie – dla dobra państwa. Zakłócenie tej harmonii poprzez hegemonię jednej z władz zawsze prowadzi do kryzysu. Sposobem na harmonijną współpracę jest dialog. A dialog jest tylko wówczas, gdy każda ze stron ma równe prawo głosu i używa argumentów zamiast epitetów ad personam lub tępej siły.

Pod względem ustrojowym sądy są źródłem sprawiedliwości, ale funkcjonalnie i organizacyjnie to wielkie biuro i miejsce sortowania korespondencji wraz z oddziałem księgowym oraz archiwum. Nie jest to żadna nowość w dziedzinie organizacji i zarządzania. Zatem działanie sądów w istocie nie różni się od wielu przedsiębiorstw zajmujących się świadczeniem usług lub sprzedażą towarów. To, co w sądzie najważniejsze, czyli werdykt, powstaje w umyśle sędziego jako skutek korespondencji procesowej, rozprawy oraz dostarczonych sędziemu dowodów. Dla sądu jako organizacji jest to dobro jak produkt albo usługa dostarczona z zewnątrz, co pozwala skupić się wyłącznie na obsłudze czynności sądowych, czyli korespondencji, zwoływaniu posiedzeń, zlecaniu usług zewnętrznych (opinie biegłych) i prowadzeniu dokumentacji (akt sprawy). Ilu przedstawicieli władzy ustawodawczej wie, że kodeksy postępowania obowiązują sędziów, a nie pracowników sądowych? W ustawie o ustroju sądów powszechnych wyraźnie wskazano, że do czynności merytorycznych ustanowieni są sędziowie, natomiast za zapewnienie warunków właściwego toku ich czynności odpowiada minister sprawiedliwości. Problemem od lat jest właściwe pojmowanie tego podziału i wynikających z niego zadań. Czynności orzecznicze miesza się z organizacją postępowania, a kodeks postępowania cywilnego zawiera wiele przepisów właściwych dla prawa materialnego. W efekcie kodeks ten wciąż przybiera na wadze, co nie przełożyło się raczej na sprawność postępowania (złośliwi powiadają, że nadwaga zwinności nie sprzyja).

Postępowania sądowe trzeba wreszcie poddać zwykłej optymalizacji

Powodem, dla którego działalność sądów kuleje, są sprawy organizacyjne traktowane jako wyjątkowe, podczas gdy są zwykłe i typowe, bo powszechnie występują w obrocie gospodarczym i urzędowym. Wyjątkowe są tylko czynności sędziowskie, ale te sędziowie podejmują samodzielnie. Tak jak dla sądów nie produkuje się osobnych rodzajów komputerów, mebli, materiałów biurowych itd., należy również korzystać w nich z obowiązujących w biznesie metod zarządzania, biurowości, informatyki, ochrony danych itd. Pokutujące od lat poglądy, że sądy muszą mieć swoje własne programy komputerowe i oprogramowanie, doprowadziły do opóźnienia technologicznego z powodu alienacji sądów od nowoczesnej informatyki.

Podczas gdy przedsiębiorstwa komercyjne z zyskiem korzystają z gotowych, powszechnie przyjętych i sprawdzonych rozwiązań, sądy stały się zakładnikiem dostawców siermiężnego i przestarzałego oprogramowania. Zamiast skupiać się na tzw. lokalizacji najlepszych i sprawdzonych programów od renomowanych dostawców, podejmowano próby samodzielnego tworzenia programów, które już wcześniej zostały przez kogoś lepiej napisane i wdrożone. Dlatego oprogramowanie sądowe wygląda archaicznie i tak też działa, pozbawione wielu funkcji, co nie pomaga w pracy – np. nie da się z niego wysyłać poczty, a wszystkie operacje muszą być wykonywane ręcznie, nawet jeżeli dane są przesyłane elektronicznie. Rewolucja informatyczna polega na integracji użytkownika ze światem zewnętrznym, wyręcza go w pracy, więc przynosi ogromne korzyści tym, którzy przenieśli do internetu swoje banki, sklepy lub inne usługi. Na tej samej zasadzie sądy mogą zostać zintegrowane np. z notariuszami albo profesjonalnymi prawnikami.

To przekraczało wyobraźnię starszego pokolenia, którego idee zasilały nasze ustawodawstwo i doktrynę. Przykładem jest elektroniczne postępowanie upominawcze, które bardziej zależy od autorów jego oprogramowania, niż służy realizacji zasad ustrojowych i wymiaru sprawiedliwości (np. do pozwu nie dołącza się żadnych dowodów, a wydruki generowane z epu są po prostu niechlujne). Z powodu tzw. wykluczenia cyfrowego nie można podobno wprowadzić obowiązku wnoszenia pism elektronicznie. Jak się dowiaduję z prasy, resort sprawiedliwości rozważa jednak digitalizację akt zamiast wdrożenia elektronicznego biura podawczego, co już wcześniej zostało ustanowione, ale w ramach reform odroczone. Tymczasem w biznesie wykluczenie cyfrowe nie ma znaczenia i nikomu nie przeszkadza w robieniu interesów. Znikły kolejki przy kasach kolejowych, pustoszeją stacjonarne oddziały banków. Przysłowiowi emeryci opanowali już komputery i tablety albo radzą sobie „metodą na wnuczka". Poważny niepokój budzi śladowa skuteczność mediacji, która wraz z innymi sposobami rozwiązywania sporów miałaby odciążyć sądy, a tym samym uwolnić społeczeństwo od negatywnych skutków zbyt długich i niepotrzebnych sporów.

Reformy potrzebne od zaraz, szczególnie wobec dłuższego zablokowania normalnej pracy

1. Odciążenie sądów od spraw niekoniecznych – jest możliwe, ale tylko poprzez zmiany w prawie materialnym. Przykładowo – na zniesienie współwłasności budynków i lokali nie ma żadnych przepisów w prawie materialnym ani w k.p.c., a ten ostatni zajmuje się głównie dziedziczeniem gospodarstw rolnych, co było problemem jeszcze 40 lat temu, a dzisiaj mało kogo interesuje. Podobnie uregulowanie spraw spadkowych jest wielokrotnie tańsze w sądzie niż przed notariuszem. Trudno się więc dziwić, że obywatele wnoszą tyle spraw do sądów. Są do tego zmuszeni także w sprawach, które niepotrzebnie wymagają indywidualnych decyzji sądów, chociaż mają charakter masowy i powtarzający się (np. spory o najem pojazdów zastępczych czy przyznanie zadośćuczynień). Odpowiednie działania to zmniejszenie objętości kodeksu postępowania cywilnego poprzez przeniesienie odpowiednich regulacji do przepisów prawa materialnego, a w szczególności usunięcie dyspozycji odsyłających do prawa sędziowskiego w rodzaju „sąd postanowi" bez żadnej alternatywy w prawie materialnym.

2. Całkowita reforma systemu dochodzenia roszczeń – poprzez systemowe włączenie mediacji do procesu windykacji, przewidziane jako sposób nabycia zdolności sądowej – chyba że zachodzą przesłanki wydania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym lub upominawczym. Postępowania nakazowe też muszą być zreformowane, bo obowiązujące przesłanki wydawania nakazów zapisane w k.p.c. powodują zbyteczne przeciążenie sądów (kilkadziesiąt procent pozwów o wydanie nakazu jako bezzasadnych jest przenoszonych do procesu). Mediacja i inne metody rozwiązywania sporów (ADR) muszą stać się realną alternatywą dla spraw sądowych. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać mediatorów za de facto sędziów pokoju, co praktycznie nie wymaga żadnych kosztów ani nakładów organizacyjnych, bo mediatorzy są i działają na własny rachunek. Konieczne są jednak zmiany legislacyjne, jak dotąd niewyobrażalne dla większości przedstawicieli doktryny i polityki. Aby mediacja i ADR stały się realnym i popularnym sposobem powszechnego rozwiązywania sporów, trzeba obalić dogmat prymatu rozstrzygnięć sądowych nad mediacją i ADR-ami. Od rozwiązywania sporów mają być powołani najpierw profesjonalni prawnicy, a potem dopiero sądy. Na przeszkodzie rozwoju porozumienia i mediacji stoją w chwili obecnej przepisy o wynagrodzeniu pełnomocników oraz o zatwierdzaniu ugód przygotowanych przez mediatorów. Za rozwiązanie sporu poza sądem profesjonalni prawnicy powinni otrzymywać takie same wynagrodzenie jak za sprawę sądową – także od przeciwnika. Aby preferować mediację w przypadku jej niepowodzenia, kontynuowanie sporu już przed sądem powinno się odbywać za jedno i to samo wynagrodzenie. Teraz wniesienie sprawy do sądu jest wielokrotnie bardziej dochodowe dla prawników niż mediacja, a uzyskanie wynagrodzenia od przeciwnika za mediację praktycznie niemożliwe. Poważne wątpliwości budzi art. 183/14 k.p.c. § 3 stanowiący, że sąd odmawia zatwierdzenia ugody zawartej przed mediatorem, jeżeli „jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa, a także gdy jest niezrozumiała lub zawiera sprzeczności". Uznaniowa oceny sądu wydaje się zbyt szeroka, ponieważ nadanie klauzuli wykonalności powinno być zagwarantowane po spełnieniu przesłanek formalnych. W przypadku umów merytorycznie skomplikowanych zgodność z prawem zapewni udział notariusza (albo innego kwalifikowanego prawnika), co jest w pełni uzasadnione i praktykowane, kiedy ugodę przygotowuje świetny mediator będący z wykształcenia psychologiem lub inżynierem.

3. Kompleksowa przebudowa komunikacji z sądem – obejmująca mobilne technologie i możliwości oraz zakaz spamu w pismach procesowych. Jeżeli współczesny człowiek w pracy i życiu osobistym stale korzysta z internetu, najczęściej przy pomocy własnego smartfona, to znaczy, że w tym standardzie muszą się znaleźć także sądy. Pytanie brzmi tylko, w jaki sposób i kiedy. Utrzymywanie korespondencji z sądem za pomocą zwykłej poczty i listów wydaje się anachroniczne. Przecież sama poczta przechodzi na nowe technologie i niepostrzeżenie odeszły w zapomnienie popularne kiedyś telegramy. Można też łączyć formy elektroniczne z tradycyjnymi; np. przesyłać zawiadomienia elektronicznie, a kiedy takie doręczenie okaże się niemożliwe, poczta może je wydrukować i doręczyć tradycyjnie. Forma tradycyjna, jeżeli okaże się niezbędna, może mieć charakter subsydiarny zamiast podstawowego. Digitalizacja komunikacji wydaje się koniecznością, ponieważ większość pracy sądów jest związana z prowadzeniem korespondencji. Digitalizacja akt sprawy nie jest już konieczna, a nawet wydaje się dyskusyjna, kiedy trzeba akta zabezpieczać przed nieuprawnionym dostępem, powielaniem lub rozsyłaniem treści przez osoby do tego nieupoważnione. W zupełności może wystarczyć digitalizacja postępowania, którą de facto już mamy, chociaż nie uzyskuje ona pełnej możliwej funkcjonalności. Dla sądów decydująca jest komunikacja elektroniczna pozwalająca na automatyzację rozsyłania i przyjmowania korespondencji, a także udzielania informacji osobom wyposażonym w odpowiednie uprawnienia dostępu. Wypada też wspomnieć o dinozaurze, jakim jest system do nagrywania rozpraw. Sądy zostały weń zaopatrzone na początkowym etapie rozwoju tej technologii, więc machiny dostarczone sądom nie posiadają tego, co mogą i powinny dzisiaj posiadać – inteligentnej komunikacji głosowej z automatyczną zamianą tekstu na mowę. Tę możliwość większość obywateli kraju zyskuje przy zakupie nowego telefonu i może jej używać do wysyłania wiadomości lub przeszukiwania zasobów internetu. Nie mając nic przeciwko nagrywaniu rozpraw, nie zgadzam się z akceptowaniem nagrania jako protokołu, bo to obraza rozumu. Na nagraniu „leci wszystko po kolei" – sprawy ważne i nieważne, bez jakiejkolwiek hierarchii i porządku. Dlatego i tak trzeba sporządzić, czyli dyktować, protokół z pomocą protokolanta. Obecna technologia pozwala przywrócić protokolantowi należne mu miejsce jako autora protokołu, zamiast bycia dyktafonem – zapisywaczem treści podyktowanych przez sędziego. Ma to decydujące znaczenie dla obciążenia sędziego i sprawności rozprawy, czasu słuchania świadków lub przeglądania akt. Sądy oczekują więc wyposażenia na miarę czasów i potrzeb zamiast psujących się szaf i telewizorów podłączonych do starych komputerów, bo ich funkcje spełnia dziś zwykły telefon zwany smartfonem. Dla sądów najważniejsze jest oprogramowanie zamieniające mowę na pismo, kompatybilne z programami sądowymi i zapewniające ochronę danych.

4. Zakaz spamu – w zasadzie jest to problem, którego być nie powinno, ale występuje nagminnie, spowalniając pracę nie tylko sądom. Od momentu, w którym nie tylko prawnicy przestali posługiwać się maszynami do pisania, a zastąpili je komputerami – szybko poznali możliwości funkcji „kopiuj–wklej" i od razu zaczęli jej nadużywać. W zawodowych kancelariach prawnych pozwalało to łatwo i przyjemnie powiększać objętość sporządzanych pism, a potem (zasłużenie) kwoty na timesheetach. Radość trwa krótko, bo spam niestety wraca – trzeba czytać i odpowiadać adwersarzowi na miarę tego, co się samemu wysłało. Jedną z niezasłużonych ofiar spamu są sędziowie i sądy. Jeżeli po wirusie można oczekiwać transzy dodatkowych pozwów spowodowanych przestojami w gospodarce, z pewnością warto zabezpieczyć je przed takim spamem. Pismo zwięzłe da się szybko przeczytać i przystąpić do wyjaśnienia sprawy, zamiast domyślać się, o co stronom chodzi i dosłownie godzinami ustalać to na rozprawie. Oczywiście nie można nikomu zabronić dołączenia do pozwu obszernego uzasadnienia. Problem jednak w tym, że praktycznie wszystkie pozwy składają się z obszernego uzasadnienia, a zwięzłego przedstawienia żądania się nie praktykuje. W referatach gospodarczych, którymi się zajmuję, standardowy pozew liczy kilkadziesiąt stron i co najmniej tyle załączników. Dobrze, jeżeli nie zajmą kilku tomów. Nie uchybiając w żaden sposób prawu do dochodzenia praw lub ich obrony, należy jednak ukrócić spam. Wystarczy nakaz, aby żądanie każdego pisma było w zwięzłej formie (co trzeba uściślić) i tak samo należałoby na dane pismo odpowiadać. Oczywiście uzasadnienia żądań nie można już tak ograniczać, ale dla bardziej rozbudowanych elaboratów zamieścić streszczenie i spis treści. Ta prosta kwestia formalna może ograniczyć nakład pracy sędziego o kilkadziesiąt procent, z korzyścią dla sprawności postępowania, ilości załatwionych spraw, czyli dobra wymiaru sprawiedliwości. Drugim generatorem spamu jest prekluzja procesowa, czyli przymus wyłożenia w pierwszym piśmie wszystkich roszczeń, argumentów, zarzutów i dowodów – od razu pod rygorem ich utraty (co równać się może przegraniu sprawy). Ten obowiązek procesowy wprowadzono kiedyś w imię sprawności i przyspieszenia postępowania, a przeciętne akta od razu zrobiły się grubsze, a sprawy bardziej skomplikowane, czyli dłużej trwające. Warto więc przemyśleć i przedyskutować problem, kiedy prekluzja jest niezbędna, a kiedy generuje przewlekłość postępowania i należy od niej w kodeksie odstąpić.

Powyższe spostrzeżenia zostały zainspirowane doświadczeniami z praktyki, więc naukowcy może wybaczą braki odsyłaczy, cytatów autorytetów oraz orzecznictwa sądów krajowych i unijnych. Jest to działanie celowe, ponieważ obecna niedobra dla sądów doktryna i legislacja wzięła się właśnie z nadmiaru sofistyki i gwałtu na „common sense".

Nie oznacza to jednak przyzwolenia na siermiężne argumenty i metody inspirowane emocjami zamiast argumentami. Przeciwnie: aby zahamować pogłębiający się chaos, zastąpić go prostotą oraz oświecić jasnością zasad, konieczne jest intelektualne wyrafinowanie, możliwe tylko w warunkach poszerzonego dialogu i poszanowania argumentów wszystkich stron. Bo w sądach, niestety, spotykają się wszyscy ze wszystkimi i każdy ma prawo oczekiwać dochowania jego praw i wartości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA