fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Dorota Zabłudowska: Nasz hejt codzienny – czy jutro należy do nich?

Adobe Stock
Obywatele z czasem zrozumieją, że sędziowie działają w ich interesie.

Parę tygodni temu miałam okazję na własnej skórze odczuć siłę rażenia antysędziowskiej propagandy w telewizji publicznej. A było to tak...

Siedzę sobie w knajpeczce w Zakopanem, obok na oślej łączce dzieci ćwiczą zjazdy. W lokalu oprócz mnie właściciele i para ich znajomych. Miło gawędzimy o tym, o tamtym. W tle jakieś media narodowe. W pewnym momencie słyszę głos prezydenta, coraz bardziej gniewny, coraz bardziej napastliwy. Krzyczy coś o sądach. I nagle moi gospodarze ożywiają się i też zaczynają wykrzykiwać, kibicując słowom głowy państwa: „Dobrze mówi! Trzeba z nimi zrobić porządek! Przecież tu jest Polska, jesteśmy Polakami!! A widzieliście, jak tamten Gersdorf załatwił?". Siedzę jak sparaliżowana, czuję się, jakby ktoś dał mi w twarz. Mili, sympatyczni ludzie, nagle zieją agresją. Wobec sędziów. Wobec mnie. Nie mogę wykrztusić słowa, zaprotestować.

Czytaj też:

Ale obciach!

Podnoszę wzrok. Narodowe w tle to TVP Info, transmituje przemówienie prezydenta z karczmy piwnej w Katowicach. Towarzystwo w knajpeczce reaguje entuzjazmem na każde słowo. Tak, łapówki biorą, wszyscy wiedzą, jak sądy działają! Jestem przerażona.

Przyjaciel zszedł ze stoku, dzieciaki dalej jeżdżą. Wychodzę z baru, mówię mu szeptem, co i jak. Odszeptuje: chodź, porozmawiamy. Bronię się, boję się konfrontacji z agresją. Jednak myślę, jeśli edukować, to gdzie, jak nie tu? Wchodzimy do środka, siadamy przy stole. Milczę.

Dyskusja trwa, przyjaciel zaczyna zadawać pytania. Na początku nie ma rozmowy. Na każdą wątpliwość: Panie, aj tam! Co pan wiesz! Przecież w telewizorni mówili! Pani była ławniczką w sądzie, to wie, jak to działa. Od słowa do słowa państwo zaczynają słuchać, ale wciąż to samo. A to, że Polska od wojny nie przegrała żadnej sprawy przed sądem arbitrażowym, tacy to sędziowie. A to, że wszyscy sędziowie biorą łapówki i każdy o tym wie.

Nie wytrzymałam. Otóż, proszę państwa, jestem sędzią. Słucham tej dyskusji od początku i jest mi bardzo przykro. Pracuję uczciwie od kilkunastu lat, mam dwoje dzieci, stary samochód i kredyt we frankach. Łapówek nie biorę. Towarzystwo zatkało. Próbują dyskutować, ale już z mniejszym przekonaniem. Pani była ławniczka mówi, że sama była świadkiem, jak prokurator sędziemu dyktował, jaki wyrok ma wydać. Pytam, dlaczego nic nie powiedziała, przecież też była członkiem składu. Pani, a kto by tam za komuny coś mówił! Sędzia Żurek nie powinien być sędzią, bo żałuje na alimenty dla dzieci. Gdy mówię, że to nie tak, pan się zaperza: ja jestem z Krakowa, to ja wiem! Wszyscy w Krakowie wiedzą! Nie dał się przekonać.

Państwo narzekają na długość jakiegoś postępowania. Mówię, że też mam sprawę w sądzie, która toczy się od paru lat, ale to nie powód, żeby poddać sądy władzy politycznej. Tłumaczę, że sędziowie mają dużo spraw, a proponowane zmiany w żaden sposób nie przyspieszają postępowań. Wreszcie dzieciaki schodzą ze stoku, ruszamy w drogę. Państwo serdecznie zapraszają za rok i żałują, że już musimy jechać, bo tak się interesująco rozmawiało. Pan wziął przyjaciela na stronę i mówi: Ale obciach! Tak żeśmy gadali!

Tysiące knajpeczek, miliony telewizorów

Muszę przyznać, że to spotkanie mną wstrząsnęło. Na własnej skórze odczułam siłę rażenia telewizji publicznej i siłę rażenia mowy nienawiści wobec sędziów, która stała się powszechnym językiem prominentnych polityków: prezydenta, premiera, ministra sprawiedliwości.

Tutaj udało nam się zasiać ziarno wątpliwości, ale takich knajpeczek w całym kraju są tysiące. Miliony telewizorów, z których płynie ten sam przekaz – sędziowie to wrogowie Polski. Setki tysięcy egzemplarzy propagandowych gazet, wyeksponowanych na półkach stacji benzynowych państwowych spółek, z tytułami typu: „Czy Gersdorf pójdzie do więzienia?", „Bunt fioletowych ludzików" (to o Sądzie Najwyższym).

Trudno nie zadawać sobie pytania, czy edukacja, którą prowadzimy od wielu lat, ma sens.

Jeżeli ktoś nie przełączy kanału, a „telewizornia" sączy dzień w dzień te same treści, człowiek nimi przesiąka i nie ma już dla niego innej rzeczywistości. Nie ma racji pan Tusk, gdy mówi, że nie mogą udawać, że nie wiedzą, bo wiedzą. Otóż nie wiedzą. Jeżeli prezydent, premier, minister sprawiedliwości dzień w dzień wmawiają ludziom, że sędziowie to komuniści, z których trzeba oczyścić państwo, złodzieje wiertarek i pendrive'ów, anty-Polacy i zdrajcy narodu, to przeciętny odbiorca zaczyna w to wierzyć.

Możemy edukować, możemy organizować spotkania, możemy występować w mediach, jeździć na festiwale. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że cała rzesza społeczeństwa nigdy nie wejdzie w kontakt z naszym przekazem, a jeżeli, ten przekaz zostanie zniekształcony i zmanipulowany przez tak zwane media publiczne, które już dawno nie służą narodowi, tylko doraźnemu interesowi partii rządzącej.

Zaczyna się od piosenki

Tyle było dyskusji, deklaracji na temat mowy nienawiści po zabójstwie prezydenta Adamowicza. I co? Dyskusje skończyły się wraz z żałobą. Mowa nienawiści jest zbyt atrakcyjnym narzędziem, żeby z niego zrezygnować. Dopóki nie zdarzy się nieszczęście i ktoś nie potraktuje poważnie słów, że trzeba z sędziami zrobić porządek.

Wtedy przypomniała mi się słynna scena z filmu „Kabaret" i piosenka śpiewana przez młodego nazistę „Tomorrow belongs to me".

Tam też wszystko zaczynało się od dyskusji w kawiarni, tam też uważano, że uda się powstrzymać zmiany. Wówczas ludzie też nie reagowali na agresję, tam też był wskazywany przez władzę wróg, tam też obywatel wystąpił przeciwko współobywatelowi. Potem przyszli komuniści i też w rządzeniu stosowali znaną zasadę „dziel i rządź", też próbowali nas jako naród podzielić. Nie do końca im się to udało, bo wyszliśmy z tej historii zwycięsko. Oczywiście tych sytuacji nie da się porównać jeden do jednego, musimy jednak pamiętać, że zawsze najgorsza jest obojętność na kłamstwo, manipulację i pychę, a w życiu zawsze ważna jest rozmowa z drugim człowiekiem. Taką właśnie rozmowę my jako sędziowie prowadzimy od czterech lat w kawiarniach, na stoku narciarskim, w autobusie, czyli właściwie przy każdej możliwej okazji.

Pozostaje mieć nadzieję, że kropla drąży skałę i z czasem obywatele zrozumieją, że sędziowie tak naprawdę działają w obronie ich praw i wolności. Również ci, których odbiorniki ciągle nadają ten sam sygnał.

Autorka jest sędzią Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, rzeczniczką prasową Oddziału Gdańskiego SSP Iustitia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA