fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jarosław Gwizdak: Zakładnicy są wśród nas

Pracownik
Pracownik
AdobeStock
Trudno zostać po godzinach w biurze, gdy jest nim własna kuchnia. W dodatku kawę każdy robi sobie sam.

Ma pięćdziesiąt siedem lat, od sześciu lat bezskutecznie szuka pracy. Ima się dorywczych zajęć. Roznosi ulotki, pracuje w magazynie części samochodowych. Tam nie nadąża za tempem pracy, na wymierzonego mu przez magazyniera kopniaka reaguje ciosem „z byka". Oczywiście, zajęcie w magazynie traci, zyskując za to pozew od pracodawcy. Dochodzone przez firmę zadośćuczynienie jest sześciocyfrowe.

Na kolacji z córkami pyta zięcia, czy i ten zamierza pozwać go za zbyt twardą cielęcinę. W kolejnym odcinku wpada wściekły (i uzbrojony) do siedziby korporacji planującej falę zwolnień grupowych. Więcej już nie zamierzam czytelników zdradzać, ale francuski serial „Zakładnik" gorąco polecam.

Co on tam wie...

Film powstał na motywach książki „Cadres noir" (tytuł polskiego wydania to „Zakładnik") Pierre Lemaitre'a. Francuski pisarz jest laureatem Nagrody Goncourtów, z wykształcenia psychologiem, w dodatku ulubionym autorem Zygmunta Miłoszewskiego, twórcy postaci prokuratora Teodora Szackiego. Zaczął pisać wcześnie, ale pierwszą książkę wydał dopiero w wieku pięćdziesięciu pięciu lat. Wcześniej pracował jako nauczyciel dorosłych, ucząc literatury i kultury francuskiej.

Zdradzę jeszcze kawałek fabuły serialu, zaklinając się, że to już ostatni. Główny bohater (a gra go Eric Cantona, legenda francuskiej piłki nożnej) ustanawia swoim pełnomocnikiem córkę. Nie zważa na rozciągającą się nieraz na członków rodziny zasadę „lekarzu, lecz się sam". Młoda adwokatka wkracza na prawdziwy sądowy i emocjonalny tor przeszkód. Wątpią w jej możliwości wszyscy, w tym ona sama. Co i rusz słyszy, że sobie nie poradzi, że potrzebny jest ktoś z doświadczeniem.

Myślę, że dla młodych prawników ta wątpliwość jest codziennością. „Nie dasz sobie rady, nie uciągniesz, to nie dla ciebie, potrzebny jest ktoś z większym doświadczeniem". „Asesor? Co on tam wie, nie ma pojęcia", „Ale ta mecenas, taka młoda...". To codzienne obrazki i cytaty z sądowych korytarzy i prawniczych gabinetów.

Paradoksalnie, towarzyszą im zupełnie nieproporcjonalne oczekiwania. „To może jeszcze ze dwie godziny pan zostanie w kancelarii, panie aplikancie". „Pani asesor, pani tak świeżo po egzaminie na pewno wszystko pamięta, może mi pani pomoże w kilku prostych sprawach".

Ciekawy to paradoks, kiedy z jednej strony deprecjonuje się kompetencje „młodych", a z drugiej stawia im wymagania często nie do udźwignięcia. Odnosząc to do sytuacji w branży gier, ostatnio dość modnej, wśród prawników trwa nieustanny „crunch". Termin ten oznacza gorączkowe przyspieszenie pracy, gdy termin premiery się zbliża, a sporo prac jest jeszcze do wykonania. W branży IT symbolem crunchu jest drzemka nad klawiaturą i pudełko po pizzy lub chińszczyźnie.

Doświadczenie z mobbingu

A wśród prawników? Z zachowaniem proporcji, co oczywiste, oto przykłady naszych małych crunchów: kolejka na poczcie, aby nadać apelację; koniec półrocza w prokuraturze, gdy zbliża się święto bogini Statystyki i akty oskarżenia trzeba wypchnąć do sądów. Chyba każdy z nas, nie będąc informatykiem, zaliczył podobne uczucie. Nasze deadline'y to po prostu i po polsku terminy. Procesowe, podatkowe czy na domknięcie transakcji.

Często również tym crunchem obdarzamy nieopierzonych prawników. Niech sprawdzą się w boju. Niech zdobędą konieczne doświadczenie. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Granica między zdobywaniem koniecznego doświadczenia a byciem osobą mobbingowaną jest bardzo płynna. Poza tym, po obu stronach stoją prawnicy. Niektórzy mają wprawę w takich rozgrywkach. Zjawisko „fali" nie jest im obce, choć minęło kilkanaście lat od ostatniego w RP obowiązkowego poboru.

Kawę robimy sobie sami

Bohater serialu w pewnym momencie nie wytrzymał. Postanowił odegrać się na swoich prześladowcach, za których uważał kadrę zarządzającą giełdowej spółki. Dał wyraz swojej frustracji, jak jeden z wielu „oburzonych", maszerujących często w żółtych kamizelkach i skandujących wulgarne hasła pod adresem rządzących.

Czas pandemii lekko zahamował patologiczne zjawiska w miejscu pracy, zwłaszcza że pracujemy coraz częściej zdalnie. Trudniej zostać po godzinach w biurze, gdy jest nim własna kuchnia. W dodatku teraz kawę każdy sobie robi sam, nikogo po nią nie posyłając. Kolejnym luksusem jest możliwość choćby chwilowego wyłączenia kamery.

Z drugiej strony, zdalnie jesteśmy bardziej dostępni. Mail domaga się natychmiastowej odpowiedzi, piętrzą się na liście zadania do wykonania. Powiadomienia wypełniają ekran. I nie ma z kim wyskoczyć na kawę, bo nie tylko robimy ją sobie sami, ale i w samotności wypijamy.

Mam nadzieję, że współpracując z młodszymi od nas, znajdziemy moment nie tylko na zlecenie kolejnego zadania, ale i na kilka słów wsparcia czy moment zwyczajnej rozmowy.

Wtedy nikt nie stanie się zakładnikiem swojego biurka, nikt już nie będzie planował krwawej zemsty. Podniesione i rozgrzane emocje warto zacząć studzić i opanowywać. Byle do wiosny!

Autor jest byłym sędzią, byłym prezesem sądu, członkiem zarządu Fundacji Inpris, Obywatelskim Sędzią Roku 2015

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA