fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Uderzyć Ukrainą w Polskę

Ukraińscy chłopcy ze szkoły kadetów, którzy wzięli udział w manewrach w Charkowie (Ukraina, 1923 r.)
EAST NEWS
Jak wyglądał narodowościowy eksperyment Stalina? W dwudziestoleciu międzywojennym dyktator za wszelką cenę chciał odizolować radzieckich Ukraińców od naszej cywilizacji, czyniąc z nich instrument antypolskiej dywersji.

Choć teza brzmi paradoksalnie, to Stalin należał do głównych twórców ukraińskiej świadomości narodowej i państwowości, mimo że kazał za nie zapłacić krwią oraz nieszczęściem. Nie przewidział jednak, że eksperyment ukrainizacji zabrzmi chichotem historii. Obróci się przeciwko twórcy radykalnym separatyzmem, aby dopełnić dziejów zniszczeniem ZSRR. Bodaj najważniejszym aspektem stalinowskiej polityki ukraińskiej była obawa przed Polską. Moskwa za wszelką cenę chciała odizolować radzieckich Ukraińców od naszej cywilizacji, czyniąc z nich instrument antypolskiej dywersji.

Ukorzenianie Ukrainy

W latach 20. XX w. polityka tzw. ukorzeniania była traktowana niczym magiczna receptura na wewnętrzne przetrwanie radzieckiego imperium. Bolszewicki zamach zniszczył tradycyjne fundamenty wielonarodowego i wielokulturowego państwa. Dzieła destrukcji dopełniła wojna domowa, która eksterminowała dotychczasowe klasy społeczne z ich ponadnarodowymi interesami. Zmieniły się również granice Rosji i międzypaństwowemu podziałowi uległy znaczne terytoria zasiedlone przez różne grupy etniczne. Bolszewicy musieli wymyślić inne spoiwo, jeśli nie chcieli, aby emancypacyjne ruchy narodowe rozsadziły państwo od środka. I taki patent opracował Józef Stalin, rozpoczynając największy eksperyment społeczny owej doby. Ukorzenianie to nic innego jak przywiązywanie poszczególnych narodów imperium do nowej władzy poprzez przygotowanie miejscowych kadr po to, aby zajęły kierownicze stanowiska w swoich regionach kraju. Z drugiej strony Stalin był autorem planu tzw. autonomii terytorialnych dla mniejszych grup etnicznych zamieszkujących większe republiki narodowościowe. Był to w założeniu mechanizm równowagi, bo pretekst obrony ich praw zawsze pozwalał Moskwie na ingerencję. Wreszcie Stalin zadbał o pozory, ponieważ nadał wszystkim narodowościom przywilej autonomii kulturalnej i językowej. Całość miała zapobiegać tendencjom odśrodkowym, czyli próbom wyjścia z federacji, jaką prawnie od 1922 r. pozostawał ZSRR.

Polityka ukorzenienia Ukrainy zajmowała w bolszewickich planach szczególne miejsce. W wyniku I wojny światowej i rozpadu imperiów tereny zamieszkane przez Ukraińców weszły w skład czterech państw, w tym ZSRR, Czechosłowacji oraz Rumunii. Ogromny procent ziem i ludności znalazł się w Rzeczypospolitej. Zgodnie z postanowieniami traktatu ryskiego kończącego wojnę polsko-sowiecką 1920 r. Wołyń i Małopolskę Wschodnią, czyli regiony o powierzchni 130 tys. km kw., zamieszkiwało ok. 10 mln obywateli polskich deklarujących narodowość ukraińską. Moskwa, osłabiona długoletnim konfliktem zewnętrznym i wewnętrznym, bardzo poważnie obawiała się powstania ukraińskiego ruchu zjednoczeniowego i to bynajmniej nie pod skrzydłami rewolucji komunistycznej. Ponadto nawet podzieleni Ukraińcy stanowili po etnicznych Rosjanach drugi pod względem liczebności naród ZSRR. Podobnie było z wielkością ich republiki, a zwłaszcza z jej gospodarczym znaczeniem dla bolszewików. Radziecka Ukraina żywiła imperium, dostarczając także gros węgla i stali, a jej rola przemysłowa miała tylko rosnąć.

Od początku istnienia komunistycznego państwa było wiadomo, że regionalne elity bolszewickie zażądają szczególnego miejsca w imperium, tym bardziej że nie spełniły się ukraińskie aspiracje do niepodległości. Ukraińscy członkowie partii komunistycznej uważali, że ich republika w składzie ZSRR spełni takie ambicje, o ile otrzyma równoprawny status z republiką rosyjską. Chcąc nie chcąc, aby przetrwać, Moskwa musiała się zgodzić na kompromis i miała ku temu powody. Dwustronne negocjacje podczas wypracowywania układu związkowego (federacyjnego) wykazały, że Ukraińcy mają ogromny apetyt na władzę i terytorium. Doszło nawet do tego, że rosyjska ludność granicznych guberni – kurskiej i briańskiej – zagroziła buntem, jeśli zostanie włączona do radzieckiej Ukrainy. Niemniej w całej strategii Stalina był pewien kłopot, a było nim pytanie: skąd wziąć ukraińskie kadry? Co otworzyło problem odgórnego stworzenia języka, szkolnictwa, administracji, a właściwie kultury i narodowej świadomości.

Ukrainizacja Ukrainy

Proces ruszył w 1923 r., z chwilą podjęcia uchwały WKP(b) o zapewnieniu pomocy językowi ukraińskiemu. Na mocy tego postanowienia oraz szeregu innych zobowiązano wszystkich pracowników administracji i – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – sektora usług publicznych do nauki języka ukraińskiego w ciągu sześciu miesięcy pod karą pozbawienia stanowisk. Jednocześnie zakazano używania języka rosyjskiego w państwowym obrocie administracyjnym, prawnym i gospodarczym. Tymczasem głód kadrowy był tak silny, że w jednym ze sporych miast żył jedyny urzędnik znający język ojczysty. Niestety, został wyrzucony z partii i aby wykorzystać jego umiejętności, komitet miejski przyjął ponownie biurokratę w szeregi WKP(b).

Kolejną dziedziną objętą ukrainizacją było szkolnictwo. W trybie doraźnym likwidowano szkoły rosyjskie i dwujęzyczne, a także placówki mniejszości narodowych radzieckiej Ukrainy. Już w 1928 r. na ogólną ilość ok. 16 tys. szkół elementarnych tylko niecałe 1,5 tys. posługiwało się innym językiem lekcyjnym niż ukraiński. Ucierpiały wtedy głównie placówki polskie, bo z ponad 2,5 szkół pozostało niecałe 500. W takim samym zakresie poszkodowane było szkolnictwo niemieckie. Naturalnie ukorzenieniem objęto szkoły średnie i wyższe. W 1930 r. miejscowi komuniści mogli z dumą raportować, że w republice istnieje 16 uczelni ukraińskich, 2 rosyjskie i 20 dwujęzycznych.

W czasie eksperymentu edukacyjnego okazało się, że podstawową trudnością jest brak jednolitego języka ukraińskiego. Był to wynik upośledzenia zarówno w Austro-Węgrzech, jak i carskiej Rosji, których władze nadały regionalnej mowie status gwary lub języka etnograficznego. W związku z tym w 1924 r. powołano specjalną radę językową, a następnie instytut, który przeprowadził reformę gramatyczną i ortograficzną, tworząc nowoczesne zasady piśmiennictwa. Techniczny słownik ukraiński opracowano właściwie od podstaw.

Identyczną operację przeszły środki masowego przekazu. Jeśli w 1927 r. ilość ukraińskich tytułów prasowych wyniosła 56, co stanowiło 67 proc. całego nakładu, to w 1931 r. ukraińskie dzienniki i periodyki stanowiły już 71 proc. Działaniom formalnym towarzyszyła odpowiednia praktyka, regionalne władze wprowadziły bowiem nieformalny, acz żelazny parytet narodowościowy. Ograniczano odgórnie nieukraińskich członków nomenklatury partyjnej, a przejawem szczególnej dyskryminacji na tle etnicznym był nabór studentów. Choć najbardziej ucierpieli wówczas młodzi Rosjanie i Żydzi, to ograniczającymi kwotami objęto proporcjonalnie Polaków, Niemców, Rumunów i Węgrów. W 1931 r. kolejny raport przesłany do Moskwy głosił, że liczba ukraińskich słuchaczy szkół średnich wzrosła z 34 proc. w 1927 r. do 70 proc. w 1930 r. W przypadku wyższych uczelni liczba rdzennych absolwentów podniosła się odpowiednio z 53 do 76 proc. Ale kluczowy sukces ukrainizacji polegał na tym, że jednocześnie w republice prowadzono szeroką akcję likwidacji analfabetyzmu. Przez sześć lat działalności 30 tys. tzw. likbiezów (od: likwidacjia biezgramotnosti), czyli placówek nauki czytania i pisania, edukacją objęto miliony chłopskich rodzin, bez względu na narodowość poznających wyłącznie narzucony odgórnie język.

A mimo to operacja napotykała znaczne trudności. Największą niechęć do nauki języka ojczystego przejawiała wyższa nomenklatura administracyjna i technokratyczna, a tzw. naznaczeńcy – Rosjanie przysłani z bratnią pomocą – w ogóle nie chcieli o niej słyszeć. Dość powiedzieć, że tajna policja OGPU, która wnikliwie monitorowała przebieg eksperymentu, słała raporty o wzrastającym napięciu na tle językowym. Najbardziej widoczne konflikty narastały we wschodniej części republiki zamieszkanej przez ludność napływającą z innych regionów imperium. Napięcie wzrastało także w innych republikach, ponieważ ukraińskie apetyty rosły w miarę konsumpcji. Z tego powodu ukrainizacją objęto Kubań, część Powołża, dzisiejszy Kraj Stawropolski oraz te rejony Kaukazu Północnego, a nawet Kazachstanu, w których zamieszkiwała ludność pochodzenia ukraińskiego. I wbrew pozorom to ona stawiała największy opór, bo nauka języka ojczystego na terytoriach z przewagą innych narodowości została uznana jeśli nie za szkodliwą, to bezsensowną.

Ogromne trudności napotykała ukrainizacja armii. Stalinowski eksperyment narodowościowy zbiegł się bowiem z reformą sił zbrojnych. Zgodnie z koncepcją lat 20. XX w. RKKA przechodziła w strukturę terytorialnej organizacji. Jej autor Lew Trocki w ogóle wyobrażał sobie armię związkową jako formację składającą się z narodowych armii poszczególnych republik. Napotkał jednak zdecydowany opór Stalina i naczelnego dowództwa, obawiających się, że zbyt silne jednostki terytorialne posłużą republikańskim elitom do wzniecania buntów przeciwko Moskwie, o aspiracjach niepodległościowych nie wspominając. Niemniej podjęto decyzję o organizacji najpierw czterech, a następnie dwóch dywizji piechoty i kawalerii o wyłącznie ukraińskim personelu. Niestety, ze względu na ukraiński język komend rosyjska kadra oficerska nie mogła się porozumieć z większością żołnierzy, a ci ostatni pomiędzy sobą. Dramatyzm sytuacji pokazały manewry w 1928 r.: republikańskie władze domagały się prowadzenia wojskowej korespondencji z moskiewskimi instancjami tylko w języku ojczystym. Doszło do tego, że biuro polityczne WKP(b) musiało podjąć oddzielną uchwałę o języku rosyjskim jako „lingua franca" sił zbrojnych. Z drugiej strony, aby łatać stałe dziury kadrowe ukraińskich dywizji, jak i całej administracji, kolejna uchwała politbiura zobowiązywała wszystkich ukraińskich działaczy partyjnych i kadry techniczne do powrotu z licznych budów komunizmu na terenie ZSRR. Jaki był więc bilans i losy ukraińskiego eksperymentu?

Ogólna katastrofa

Eksperyment Stalina zakończył się katastrofą i to dokładnie dla wszystkich. Choć początkowo wydawało się, że spełnił pokładane nadzieje. Ukraina lat 20. przeżyła narodowościową rewolucję, otrzymując język i państwową świadomość. Wbrew pozorom zakwitło życie kulturalne. Powstała szkoła ukraińskiego teatru, odrodzenie przeżywały literatura i nauka. Doszło do tego, że członkowie Ukraińskiej Akademii Nauk protestowali przeciwko napływowi rosyjskich uczonych, a bojkot rosyjskojęzycznych wykładowców i studentów wyższych uczelni był bezkarny i na porządku dziennym. Coraz większa grupa inteligencji i twórców szła dalej, postrzegając Ukraińską Republikę Radziecką jako nieuchronny, acz jedynie przejściowy etap na drodze do pełnej niepodległości lub co najmniej wstęp do renegocjacji układu w ramach ZSRR. Było tak wspaniale, że gdy z braku kadr władze republiki, za uprzednią zgodą Moskwy, wezwały do powrotu wszystkich emigrantów, odzew był nadzwyczajny. Na sowiecką Ukrainę przyjechał ojciec założyciel ukraińskości – historyk Mychajło Hruszewski. Do kraju powróciło 50 tys. Ukraińców, w tym największa grupa zamieszkująca polskie kresy. I to oni wraz z radzieckimi elitami zapoczątkowali proces formowania narodu ukraińskiego.

Ale wszystko co piękne szybko się kończy. Na przełomie lat 20. i 30. polityka ukorzenienia stała się główną przeszkodą w nowej strategii Stalina. Kolektywizacja i forsowna industrializacja wymagały centralnego planowania i zarządzania, którym Ukraina stawiła opór. Protestowała zarówno ludność, jak i aparat partyjny na szczeblu terenowym. Pretekstem do zniszczenia osiągnięć poprzedniej dekady był bojkot obowiązkowych dostaw zboża z Ukrainy. Wtedy Stalin rozpętał piekło represji, podczas których wymordowano kilka milionów zwykłych mieszkańców republiki, nie bacząc na ich narodowość. Pod nóż poszły wszystkie elity ukraińskie, a szczególnie te traktujące ukrainizację jako dowód narodowej równoprawności w relacjach z Moskwą.

Niesłychanie ważną okolicznością, która zaważyła na ogromnym okrucieństwie Stalina, były antypolskie obawy. Ukraińcy Rzeczypospolitej bardzo negatywnie odnieśli się do masowej śmierci głodowej swoich braci po drugiej stronie granicy. Tymczasem w latach 1932–1933 w pogranicznych rejonach radzieckiej Galicji i Podola wybuchło ponad 800 buntów chłopskich. Kreml obawiał się więc polskiej interwencji humanitarnej, co tylko przyspieszyło i nasiliło falę represji. Proces ukrainizacji został wstrzymany, a potem nowy wielkorządca republiki Łazar Kaganowicz zrobił wszystko, aby wykorzenić nastroje uznane za burżuazyjne i kapitalistyczne odchylenie narodowościowe.

Taka polityka doprowadziła jednak w rzeczywistości do przebudzenia antysowieckiego separatyzmu, który znalazł ujście po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej. Skala kolaboracji Ukraińców z hitlerowcami była porażająca, a jednym z powodów było stalinowskie piekło, które przeszli. Po zakończeniu II wojny spirala represji NKWD nakręcała się do lat 50. Gdy wydawało się, że totalitarny reżim opanował sytuację, po śmierci Stalina ukraiński nurt narodowy odrodził się bardzo szybko. W ogromnej mierze to dzięki jego pierwotnej polityce ukrainizacji tamtejsi dysydenci, a więc przedstawiciele radzieckiej inteligencji, przeszli od prób reformowania komunizmu do haseł „samostijności", czyli pełnej niepodległości od ZSRR. Drugą stroną medalu było postępowanie ukraińskiej nomenklatury partyjnej. Gdy w latach 1960–1972 na czele miejscowych komunistów stał Piotr Szelest, z żelazną konsekwencją zwalczał antysowiecką opozycję. Z drugiej jednak strony kontynuował proces odgórnej ukrainizacji przerwany w latach 30. Gdy podczas gorbaczowowskiej pieriestrojki osłabło imperialne centrum, oba nurty ukraińskości spotkały się, owocując referendum niepodległościowym i ogłoszeniem suwerenności Ukrainy, co w fundamentalny sposób odbiło się na finalnym losie ZSRR. Imperium mogło przeżyć bez republik bałtyckich i środkowoazjatyckich, ale nie mogło istnieć bez Ukrainy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA