fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Urzędnicy resortu zdrowia pod lupą. Chodzi o respiratory

Jedna z firm miała dostarczyć 1200 respiratorów, dostarczyła jedynie 200
AFP
Rządowe transakcje dotyczące respiratorów mogły być niegospodarne – warszawska prokuratura wszczęła śledztwo. Pod lupą urzędnicy resortu zdrowia.

Wielowątkowe śledztwo dotyczące oszustwa i niegospodarności wielkich rozmiarów w Ministerstwie Zdrowia prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie – ustaliła „Rzeczpospolita". Bada wszystkie wątki, które dotyczą podejrzanych transakcji bez przetargu na mocy specustawy o Covid-19.

Pierwotnie postępowanie dotyczyło zakupu niespełniających norm maseczek od instruktora narciarstwa z Zakopanego (śledztwo w sprawie oszustwa, po doniesieniu ministra zdrowia ruszyło w maju), jednak niedawno dołączono do niego głośną sprawę zakupu respiratorów od firmy E&K z Lublina.

Dwa wątki

„Wątek dotyczący zakupu respiratorów prowadzony jest pod kątem czynu z art. 296 § 3 kodeksu karnego" – poinformowała nas prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

To paragraf mówiący o tym, że jeśli osoba, której podlegają kwestie majątkowe, poprzez niedopełnienie obowiązku lub nadużycie uprawnień doprowadza do niegospodarności wielkich rozmiarów, to podlega karze do dziesięciu lat więzienia. Profil śledztwa wskazuje na podejrzenie popełnienia przestępstwa przez ministerialnych urzędników.

W ocenie prokuratury, wbrew medialnym doniesieniom, specustawa o Covid-19 nie wyłącza odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych przy zamówieniach w czasach pandemii. Choć specyficzne warunki, w jakich były dokonywane zakupy, będą brane pod uwagę przy ocenie działań urzędników resortu.

– Zostały wprowadzone uproszczone procedury i możliwość zamawiania sprzętu czy środków medycznych z wolnej ręki, ale przestępstwo niegospodarności nie zostało zdepenalizowane. Innymi słowy – jeśli nawet w czasie pandemii, kiedy można robić zakupy z wolnej ręki, ktoś kupiłby towar po cenie wielokrotnie zawyżonej, czyli niegospodarnie, to odpowiedzialność karną może za to ponieść – tłumaczy nasz rozmówca z wymiaru sprawiedliwości.

Śledztwo obejmuje więc zachowanie urzędników ministerstwa, ale i postępowanie osób, które chciały oszukać resort – ten wątek jest w nim wiodący.

Dlaczego połączono sprawę zakupu maseczek i respiratorów, choć te wątki wydają się ze sobą niezwiązane?

– Jest wiele punktów wspólnych, źródeł osobowych i w postaci dokumentów, które są tożsame – zdradza nam nasze źródło. Tłumaczy, że te same osoby podejmowały decyzje o zakupie, zastosowano te same procedury, był to ten sam okres. Dlatego zakup maseczek i respiratorów jest badany w jednym śledztwie. To, co pojawia się w obu wątkach, to kwestia nieprawdziwych certyfikatów, które wystąpiły nie tylko w jednej transakcji.

Przepłacone maski

Resort kupił 120 tys. masek za cenę 5,5 mln zł. Ofertę złożył Łukasz Guńka, znajomy brata ministra Szumowskiego, prywatnie instruktor narciarski. Do zamówienia sprzedawcy dołączyli sfałszowany certyfikat towaru. A badania masek w laboratorium wykazały, że nie spełniają one wymogów zamówienia.

Z kolei lubelska firma E&K należąca do Andrzeja Izdebskiego (spoza branży medycznej), byłego handlarza bronią, miała dostarczyć resortowi zdrowia w kwietniu i maju 1200 respiratorów za 200 mln zł – sprawę opisała „GW". Z umowy się nie wywiązała – dostarczyła tylko 200 urządzeń. Co bulwersujące, kontrahent otrzymał z ministerstwa przedpłaty na sprzęt (zwrócił 14 mln euro). Resort bronił się, że umowę z firmą E&K parafował departament prawny MZ. Ale jak donosił TVN 24, w tym samym czasie resort mógł zakontraktować dostawę respiratorów w ramach przetargu rozstrzygniętego przez Komisję Europejską – Polska mogła mieć dostęp do 110 tys. urządzeń prosto od producentów. Dziś resort tłumaczy, że wybrano E&K, bo spółka ta dawała szybsze terminy niż KE.

Bulwersujące szczegóły tej transakcji w ramach interwencji poselskiej odkrywali także posłowie KO Dariusz Joński i Michał Szczerba. Ustalili np., że Ministerstwo Zdrowia w dniu podpisania umowy wpłaciło na konto spółki z Lublina 35 mln euro zaliczki (160 mln zł), a firma Andrzeja Izdebskiego wystawiła faktury nie na 1241, ale na 2200 respiratorów. Posłowie w połowie czerwca złożyli zawiadomienie w prokuraturze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA