fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Rzecznik Kremla: Nie wiemy o żadnych przypadkach choroby popromiennej

Prezydent Rosji Władimir Putin „otrzymuje konkretne, profesjonalne informacje, oparte na pomiarach instrumentów” - zapewnił rzecznik Kremla
AFP
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w czwartek, że Moskwa nie ma informacji o przypadkach choroby popromiennej u osób, które ucierpiały w wyniku tajemniczego wybuchu na poligonie morskim w Sewerodwińsku.

Kilka dni temu gazeta "The Moscow Times" donosiła, że lekarze z Archangielska, którzy leczyli pracowników rannych w wyniku wybuchu jądrowego w Rosji, zostali przywiezieni do Moskwy na pilne badania lekarskie. Wcześniej mieli nie zostać poinformowani, że ich pacjenci narażeni byli na promieniowanie. 

W tkance mięśniowej jednego z lekarzy rzekomo odkryto cez-137, radioaktywny izotop powstały w wyniku rozszczepienia jądrowego uranu-235. Lekarzowi nie powiedziano o ilości lub stężeniu izotopu.

W dniu wybuchu niektóre ofiary zostały przywiezione do Archangielskiego Regionalnego Szpitala Klinicznego nago, owinięte jedynie w przezroczyste plastikowe torby, ale lekarze zostali jedynie poinformowani, że mężczyźni zostali ranni w wyniku bliżej nie określonego wybuchu. Dwaj z trzech poszkodowanych w wybuchu zmarli w drodze na lotnisko, skąd mieli być przetransportowani do Moskwy - pisała rosyjska gazeta. Informację tę podchwyciły media z całego świata.

W czwartek doniesieniom tym zaprzeczył rzecznik Kremla. - Nie wiemy o tym, nie wiemy, o jakich lekarzach mówicie - stwierdził, odpowiadając na pytania dziennikarzy. - Trzeba dokładnie wiedzieć, o których lekarzach się mówi, kim oni są. W tym przypadku nie możemy rozmawiać bezosobowo - dodał Dmitrij Pieskow.

Rzecznik Kremla podkreślił również, że prezydent Rosji Władimir Putin otrzymuje „konkretne, profesjonalne informacje, oparte na pomiarach instrumentów” i „nie ma powodu, aby nie ufać tym informacjom”.

Odpowiadając na pytanie, czy nie jest tak, że rosyjskie władze starają się zapobiec rozprzestrzenianiu się informacji o wypadku, Pieskow zapytał: „Czy próbowaliście spojrzeć na sytuację z drugiej strony? Jakby ktoś celowo próbował zwiększyć napięcia informacyjne, zniekształcić rzeczywistość i przedstawić sytuację w świetle, które sugeruje, że istniało domniemane zagrożenie” - mówił.

Rzecznik zaapelował też o „obiektywne spojrzenie na incydent z obu stron”.

Wypadek miał miejsce na poligonie wojskowym w pobliżu Sewerodwińska w obwodzie archangielskim 8 sierpnia. Rosyjskie Ministerstwo Obrony początkowo informowało o dwóch osobach, które zginęły w wypadku z udziałem „silnika odrzutowego na paliwo ciekłe”. Później władze regionalne stwierdziły, że hospitalizowanych było sześć innych osób. Dopiero dwa dni później Rosatom przyznał, że w wypadku zginęło pięciu pracowników korporacji, a trzech kolejnych odniosło obrażenia.

Źródło: rp.pl/ TASS
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA