fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Koronawirus pretekstem do utrudniania kontaktów eksmałżonka z dzieckiem

Adobe Stock
Osoby, którym zależy na utrudnianiu kontaktów eksmałżonka z dzieckiem, znalazły doskonały pretekst: epidemia.

– Ostatnio coraz częściej rodzice pierwszoplanowi nie wydają dziecka drugiemu rodzicowi – przyznaje dr Joanna Dominowska, adwokatka zajmująca się sprawami rodzinnymi.

Podobne spostrzeżenia ma mec. Marcin Muśnicki.

– To duży problem. Pojawiają się żądania, by rodzic, który przychodzi po dziecko, przedstawił negatywny test na koronawirusa, co jest warunkiem prawie niemożliwym do spełnienia, a od tego uzależniany jest kontakt – stwierdza adwokat.

Do otwarcia szkoły

Jak podaje mec. Dominowska, pierwsze problemy z egzekwowaniem spotkań zaczęły się jeszcze przed ogłoszeniem stanu epidemii i wprowadzeniem zakazu przemieszczania się. Po kolejnej nowelizacji rozporządzenia w sprawie Covid-19 sytuacja się jeszcze zintensyfikowała. Powyższe można zaobserwować chociażby na portalach skupiających rodziców z rozbitych związków.

„Niestety dzisiejszy zabezpieczony postanowieniem sądowym kontakt syna ze mną został uniemożliwiony pod pretekstem epidemii. Mało tego, jest zapowiedź, że tak będzie do momentu otwarcia szkół. Czyli nie wiadomo ile, miesiąc, dwa... Bez żadnej przyczyny, tylko i wyłącznie z powodu złośliwości mamy dziecka" – wskazywał na jednej z grup facebookowych mężczyzna, któremu nie dane było spotkać się z ośmioletnim synem.

– Interpretacji, że skoro szkoły są zamknięte, to nie może dojść do kontaktu, bardzo często używają rodzice, którzy na co dzień sprawują opiekę. Nie można jednak jednoznacznie wskazać, że taki rodzic nie ma racji – zastrzega mec. Marcin Muśnicki.

Zaznacza, że każdą sprawę trzeba indywidualnie analizować. Jeżeli bowiem np. praca drugiego rodzica polega na wyjazdach zagranicznych czy jej wykonywanie związane jest z koniecznością kontaktów z osobami trzecimi, to rodzic pierwszoplanowy może mieć uzasadnione obawy o zdrowie nie tylko małoletniego, ale też swoje oraz osób bliskich i z tego powodu odmówić kontaktów.

– Sam stan epidemii nie jest wystarczającym powodem, żeby nie realizować postanowień czy wyroków sądów o kontaktach. Do tego potrzebne jest rzeczowe uzasadnienie. A o takie może być trudno np. pierszwoplanowemu rodzicowi, który pracuje w aptece czy w sklepie spożywczym, a który nie chce wydać dziecka rodzicowi będącemu informatykiem, pracującym z kolei z domu – mówi mec. Dominowska.

Czytaj także:

Wyrok dopiero po wakacjach

Przypomina jednak, że kary na rodziciela blokującego kontakty może nałożyć sąd, te natomiast ograniczyły teraz swoją pracę do rozpoznawania spraw pilnych. A sprawy o niewykonywanie kontaktów nie są tak traktowane. To oznacza, że orzeczenia o ukaraniu rodzicieli nierespektujących zasądzonych przez sąd kontaktów mogą zapaść dopiero długo po wakacjach.

– Również policjanci, którzy asystowali rodzicom mającym problem z realizacją kontaktów, nie mają dzisiaj czasu, by im pomagać, ze względu choćby na konieczność monitorowania osób na kwarantannie. To bardzo trudna sytuacja – ocenia mec. Joanna Dominowska.

Prawnicy rodzinni wymyślają więc niestandardowe procedury, by chronić dobro najmłodszych, do którego należy prawo do spędzania czasu z obojgiem rodziców.

– Ja sam, namawiając rodzica na realizację kontaktów, proponuję, żeby jeśli ma uzasadnione obawy o zdrowie dziecka, zdecydował się na umożliwienie kontaktów z drugim rodzicem w formie online, np. wideorozmowy. Nie widzę również przeszkód, by kontakty niezrealizowanie w czasie epidemii zostały skumulowane już w bezpieczniejszym czasie, np. po rozpoczęciu zajęć edukacyjnych. Do tego oczywiście potrzebna jest jednak zgoda obu rodziców w formie porozumienia – mówi mecenas Muśnicki.

Joanna Parafianowicz adwokat

Tendencja do traktowania dziecka jako biernego przedmiotu w żonglerce między skłóconymi rodzicami jest przykrą normą, która w obliczu pandemii jedynie przybiera na sile. O ile jednak w zwyczajnych okolicznościach taka postawa bywa jaskrawo sprzeczna z najlepszym interesem dziecka, o tyle w aktualnym stanie rzeczy faktyczne wykluczanie rodzica uprawnionego do kontaktów może przybierać bardziej subtelną formę. Katar, podejrzenie przeziębienia czy ból brzucha – w normalnych okolicznościach wątpliwa wymówka do odwołania kontaktów – nie może się przecież równać zagrożeniu życia i zdrowia dziecka w obliczu epidemii. Aktualna sytuacja jest doskonałym egzaminem z rodzicielskiej dojrzałości. Oboje rodzice muszą zadać sobie pytanie, w czyim interesie zabraniają kontaktów. Źle się dzieje, jeśli są to interesy własne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA