fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Jak Donald Trump przeprasza się z Latynosami

Prezydent USA Donald Trump
Donald Trump na wiecu w Circleville w Ohio w sobotę przekonywał, że nawet w 2016 r. takich tłumów nie widział
AFP
To są pierwsze wybory, których nie rozstrzygną biali. Dzięki temu prezydent ma jeszcze szanse je wygrać.

W ten weekend wszyscy najważniejsi byli na Florydzie. Po oddaniu głosu w procedurze przedterminowej w West Palm Beach Donald Trump wziął tu udział w trzech wiecach. W tej kampanii był to już 14. przyjazd prezydenta do słonecznego stanu. Ale tym razem wsparł go także wiceprezydent Mike Pence. Do oddania głosu na Joe Bidena namawiał z kolei na południu półwyspu Barack Obama. I sam kandydat demokratów.

Socjalista Biden

Na dziesięć dni przed datą wyborów Floryda, która ze swoimi 29 głosami elektorskimi może zdecydować o tym, kto zamieszka w Białym Domu przez następne cztery lata, zaczyna wymykać się Bidenowi. I być może, wpadać w objęcia Trumpa. Zdaniem CBS 51 proc. jej mieszkańców skłania się do oddania głosów na demokratów, 49 proc. – na ich oponenta. To już różnica bliska błędu statystycznego.

Jeśli prezydent rzeczywiście wygra na Florydzie, to w znacznym stopniu dzięki głosom Latynosów. Stanowią tu jedną piątą wyborców, z czego połowa to uciekinierzy z przejętej przez komunistów przed 60 laty Kuby i ich potomkowie. W 2015 r. tylko 54 proc. członków tej społeczności, tradycyjnie przechylnej republikanom, poparło Trumpa. Reszta uwierzyła w strategię „odwilży" z reżimem Castro Baracka Obamy (który parę miesięcy wcześniej odwiedził Hawanę) i postawiła na Hillary Clinton.

Dziś jednak nastroje są inne. Inicjatywa demokratycznego prezydenta wydaje się naiwna: uratował komunistyczne władze przed upadkiem, nie uzyskując w zamian żadnych obietnic w sprawie demokratyzacji kraju i przestrzegania praw człowieka. Dlatego 60 proc. kubańskich Latynosów stawia teraz na Trumpa.

Ta zmiana może się okazać decydująca, bo odzwierciedla znacznie szersze zjawisko wśród hiszpańskojęzycznej mniejszości. Trump zaczął swoją kadencję od ataku na „meksykańskich gwałcicieli" i zapowiedzi budowy muru na Rio Grande. Chciał zdobyć przychylność białych wyborców ze słabym wykształceniem przerażonych szybką zmianą składu etnicznego kraju. Stopniowo zaczął jednak zmieniać strategię. „Loco", „silencio", „perfecto", „adios amigo" – prezydent zaczął coraz częściej upiększać swoje wystąpienia hiszpańskimi wstawkami (z dość komicznym akcentem). Na samej Florydzie aż 6 mln z 70 mln USD funduszy wyborczych ulokował w latynoskich mediach.

To przynosi efekty. Wśród 32 mln hiszpańskojęzycznych wyborców, którzy wezmą udział w wyborach (na ok. 60 mln osób – tyle liczy ta społeczność), 63 proc. co prawda stawia na Bidena, a 29 proc. na Trumpa. Ale to znacznie mniejsza różnica niż cztery lata temu. Co więcej, wśród dziewięciu kluczowych dla tego starcia stanów, jak Arizona czy Georgia, na prezydenta chce oddać głos 37 proc. Latynosów, a jego oponenta – 54 proc. W szczególności latynoskim mężczyznom podoba się twarda postawa Trumpa wobec establishmentu, bo widzą w tym szansę na awans w strukturze społecznej. Prezydent zdobywa w tej katolickiej społeczności także punkty za sprzeciw wobec legalizacji aborcji. A także ostrzeżenia, że Biden „wprowadzi socjalizm", co imigrantom z Wenezueli czy Nikaragui podobać się nie może.

dla Afroamerykanów

Podobny wzrost poparcia dla Trumpa da się zaobserwować także w drugiej co do znaczenia mniejszości etnicznej – Afroamerykanów. Tu także wydaje się to niezrozumiałe. Od wybuchu pandemii liczba zgonów wśród czarnoskórych była większa o 32,9 proc. niż rok wcześniej. Ten sam wskaźnik wśród Latynosów wyniósł aż 53,6 proc. ale wśród białych – jedynie 12 proc. Za porażkę w starciu z Covidem zapłaciły więc w nieproporcjonalnym stopniu kolorowi. A jednak wśród młodych (do 44. roku życia) Afroamerykanów 21 proc. chce głosować na Trumpa wobec 10 proc. cztery lata wcześniej.

Prezydent poświęca im coraz więcej uwagi, na jego wiecach często głos zabierają czarnoskórzy republikanie. Przede wszystkim jednak lepiej od swoich rodziców wykształceni Afroamerykanie chcą przebić szklany sufit, jaki nad nimi postawiło białe społeczeństwo. „Rewolucjonista" Trump wydaje się pod tym względem lepszym kandydatem niż symbolizujący stare porządki Biden.

Prezydent wygra wybory, jejeśli zwiększy poparcie u mniejszości etnicznych w stosunku do 2016 r. o więcej, niż wyniosą straty, jakie poniesie w tym czasie wśród białych wyborców. Tu odchodzą od niego w szczególności starsi Amerykanie i kobiety – są przerażeni załamaniem gospodarki i katastrofą pandemii. Temu należy przypisywać, że w sondażach Trump ma wciąż ok. 8 punktów procentowych strat wobec Bidena.

Kluczowa rola kolorowych wyborców będzie się w przyszłości tylko umacniać. Jak podaje narodowy urząd statystyczny (US Census), o ile w 1950 r. biali stanowili 90 proc. amerykańskiego społeczeństwa, o tyle dziś jest to 59 proc., a gdzieś między 2040 i 2050 r. będą oni stanowili już mniejszość. O tym decyduje dzietność Latynosów, Afroamerykanów i Azjatów, ich relatywnie młody wiek, a także struktura emigracji. Na Florydzie biali stanowią jeszcze 54,9 proc. mieszkańców, a w Georgii – 53,4 proc., ale już w Teksasie tylko 42,6 proc., a w stołecznym Dystrykcie Kolumbii – ledwie 36 proc.

Proporcje wśród głosujących zmienią się jeszcze szybciej, bo w szkołach biali są już w mniejszości. A wkrótce staną się pełnoletni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA