fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

USA: Republikanie idą na emeryturę

Adobe Stock
Kilkunastu polityków z partii Trumpa nie będzie się ubiegało o kolejną kadencję. To szansa dla demokratów na wzmocnienie większości w Izbie Reprezentantów.

Kongresman Jim Sensenbrenner z Wisconsin zdecydował, że po 21 kadencjach w Waszyngtonie czas na emeryturę. Jego stanowy kolega, kongresman Sean Duffy, stwierdził, że chce spędzić czas ze swoim kolejnym dzieckiem, które ma się niedługo narodzić. Kongresman Bill Flores z Teksasu oznajmił, że planuje wrócić do pracy w sektorze naftowo-gazowym.

To trójka z 15 republikańskich kongresmanów, w tym aż pięciu z Teksasu, którzy oznajmili, że nie będą się ubiegać o kolejną kadencję w Izbie Reprezentantów. Tylko dwóch postanowiło ubiegać się o wyższe stanowiska – gubernatora albo senatora, odpowiednio, Greg Gianforte z Montany i Bradley Byrne z Alabamy.

Dla porównania w Partii Demokratycznej tylko trójka kongresmanów odchodzi na polityczną emeryturę, a jeden Ben Ray Lujan będzie się ubiegał o miejsce w Senacie. W 2017 r. o tej porze na 14 republikańskich kongresmanów zapowiadających, że nie będzie się ubiegać o kolejną kadencję, dziewięcioro startowało w wyborach na inne urzędy. Sceptycy przewidują, że ta fala rezygnacji może przerodzić się w lawinę w tym cyklu wyborczym.

Co ciekawe, większość kongresmanów, którzy ogłosili, że nie będą ponownie startować w wyborach, ma mocno ugruntowaną pozycję w swoich dystryktach i praktycznie wygraną w kieszeni. Tylko kilku, w tym Willa Hurda w Teksasie czekałyby zacięta kampania w prawyborach. Naraził się konserwatywnym wyborcom tym, że stanął po stronie demokratów w głosowaniu za tym, aby potępić wpisy na Twitterze Donalda Trumpa, obrażające liberalne ciemnoskóre kongresmanki.

Dlaczego republikańscy kongresmani rezygnują? „Bycie w mniejszości w Izbie Reprezentantów, podczas gdy w Białym Domu zasiada Donald Trump, nie należy do przyjemności" – tak podsumowują te decyzje liberalni komentatorzy.

Prawda jest taka, że mniejszość w Izbie Reprezentantów ma niewiele siły przebicia, jeśli chodzi o ustalanie agendy czy zatwierdzanie nowych ustaw. Republikanie mogą zatem mieć poczucie politycznej niemocy, a to mało satysfakcjonujące. Co więcej, nie widzą perspektywy na zmiany w najbliższej przyszłości. „Te rezygnacje z dalszej kariery to objaw frustracji u części republikanów, którzy po cichu narzekają, że ostatni rok spędzili, próbując ogarnąć chaos płynący z Białego Domu, a tak naprawdę nie mieli praktycznie żadnej władzy w izbie parlamentu, w której nie mają większości" – pisze felietonistka „NYT" Lisa Lerer.

Do tego dochodzi jeszcze niepewność polityczna. Wielu kandydatów republikańskich ma dylemat: stanąć po stronie prezydenta i bez mrugnięcia okiem bronić jego polityki i poczynań czy ryzykować brutalną walkę w prawyborach z kontrkandydatem, który się na to zdecyduje. Pogłębiająca podziały społeczne niepoprawność polityczna Trumpa umacnia jego poparcie wśród wiernych wyborców, ale w przypadku kandydatów republikańskich do Kongresu, osoba Trumpa może zadziałać jako broń obosieczna: pomóc, gdy w grę wchodzi elektorat konserwatywny, albo zaszkodzić, republikanom o umiarkowanych poglądach, czy tym liczącym na głosy kobiet czy Latynosów.

„Strach przed przegraną to jedna z przyczyn tzw. texodusu, czyli rezygnacji przez pięciu kongresmanów w Teksasie z ubiegania się o kolejną kadencję" – pisze CNN. Zmiany demograficzne w tym stanie sprawiają, że przesłanie prezydenta Trumpa jest mniej mile widziane, a kandydaci konserwatywni mogą mieć niełatwą kampanię.

Wykruszający się kongresmani to niekorzystne zjawisko dla Partii Republikańskiej. Traci ona na – coraz bardziej liczącej się – różnorodności demograficznej, bo wśród odchodzących na polityczną emeryturę są dwie z jej 13 kongresmanek i jedyny republikański Afroamerykanin kongresman.

Ameryka straci kilku zasłużonych polityków, takich jak Sensenbrenner, który wielokrotnie przyczyniał się do porozumień międzypartyjnych. Część zwolnionych przez nich miejsc przejmą ich koledzy z partii, ale jak zauważa Molly Reynolds z Brookings Institution, „to będzie inny rodzaj polityków, którzy będą mieli inne podejście do współpracy międzypartyjnej oraz do rządzenia".

Od 2018 r. partia walczy o odzyskanie większości w Izbie Reprezentantów. Do osiągnięcia tego celu brakuje jej 18 miejsc. Trudno to zrobić, gdy traci się takich kongresmanów jak Sensenbrenner, który w ciągu ponad 40 lat zbudował sobie wierny elektorat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA