fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

MSZ Tajwanu: W Hongkongu od dawna narastała frustracja

Bogusław Chrabota
W Hongkongu rozwiązanie w stylu Tienanmen byłoby katastrofą. Kompromitacją modelu „jeden kraj, dwa systemy” - z Ministrem Spraw Zagranicznych Republiki Chińskiej (Tajwan) Jaushieh Josephem Wu rozmawia Bogusław Chrabota.

Panie ministrze, Azja Wschodnia, a zwłaszcza sytuacja w Hongkongu to dziś jeden z najbardziej gorących tematów w światowej prasie. W jaki sposób coraz bardziej napięte stosunki pomiędzy Chinami a USA mogą wpłynąć na sytuację w Hongkongu?

Nie jestem do końca przekonany, czy wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami naprawdę ma wpływ na sytuację w Hongkongu. Moim zdaniem sytuacja w Hongkongu jest autonomiczna i niepowiązana z innymi czynnikami. Wszystko zaczęło się od ustawy o ekstradycji. Ale jeżeli spojrzymy na reakcję młodych mieszkańców Hongkongu, to widzimy, że jest to uwolnienie narastającej od dawna frustracji. Rosnące koszty życia, coraz silniejsze wpływy chińskie, ograniczanie wolności słowa i rządów prawa – to wszystko staje się coraz bardziej widoczne. To wszystko narastało przez lata. Ustawa o ekstradycji była jedynie zapalnikiem. Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jeżeli wojna handlowa pomiędzy USA, a Chinami ma na to jakiś wpływ, to taki, w jaki sposób władze chińskie zdecydują się rozwiązać sytuację w Hongkongu. Albo jak Chińczycy chcą rządzić Hongkongiem.

Tolerowanie względnej niezależności Hongkongu było elementem status quo, warunkującego porozumienie Chin i USA. Teraz mamy nowe cła wprowadzone przez obie strony i temperatura sporu rośnie. Sądzi Pan, że w związku z tym Chińczycy bardziej stanowczo zareagują na zamieszki w Hongkongu?

Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że to są dwie zupełnie różne rzeczy. Postulaty protestujących w Hongkongu są bardzo konkretne. Chcą wycofania ustawy ekstradycyjnej. To nie ma nic wspólnego z wojną celną, którą toczą ze sobą Stany Zjednoczone i Chiny. Chiński rząd znalazł się w nieoczekiwanej dla siebie sytuacji. Rośnie napięcie pomiędzy tymi dwoma krajami, a jednocześnie Chiny stoją w obliczu spowolnienia gospodarczego, wywołanego po części wojną handlową. Hongkong wymyka im się z rąk. Te sprawy, zewnętrzne i wewnętrzne dzieją się w tym samym czasie. W ten sposób, przynajmniej moim zdaniem, są one powiązane.

Czy sądzi Pan że dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku, możliwa jest pacyfikacja tego ruchu w taki sposób jak stłumiono protest na Placu Tienanmen w 1989 roku?

Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację. Jednocześnie widzę jednak dylemat, przed którym stanęły władze chińskie. Jeżeli nie będą w stanie uspokoić sytuacji w ten czy inny sposób, będzie to oznaczało ich porażkę w sprawie Hongkongu. Rozwiązanie w stylu Tienanmen byłoby jednak jeszcze większą katastrofą. Kompromitacją modelu „jeden kraj, dwa systemy”. To trudna sytuacja dla rządu chińskiego. Sądzę jednak, że sytuacja w Hongkongu nie warunkuje całościowego myślenia rządu chińskiego, ponieważ Hongkong jest inny. Ma wolność słowa, wolność prasy, z czego jest bardzo dumny. Chiński rząd obiecał im wolne wybory municypalne itd. Chiński rząd musi pod tym względem myśleć długoterminowo, zamiast tylko próbować tłumić protesty.

Jakie alternatywy ma zatem Pekin?

Wysłanie policji czy wojska do stłumienia protestów byłoby porażką. Muszą wziąć pod uwagę perspektywę, że w Hongkongu będzie panowała wolność i demokracja. My, jako tajwańska demokracja, namawiamy do tego rząd w Pekinie. Pod tym względem bardzo kibicujemy Hongkongowi.

Pełna wersja rozmowy z Jaushieh Josephem Wu w poniedziałkowej "Rzeczpospolitej" i w niedzielę o 21.00 na rp.pl

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA