fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Kaczyński. Zwierzę polityczne

Reporter, Witold Rozbicki
„Piątka dla zwierząt" doskonale pokazuje sposób, w jaki Jarosław Kaczyński sprawuje władzę. I jeszcze raz przypomina, dlaczego to on jest głównym punktem odniesienia w polskiej polityce.

Przedstawienie w poniedziałek, 7 września, w sali konferencyjnej przy ul Nowogrodzkiej w Warszawie, gdzie mieści się siedziba PiS, projektu ustawy o ochronie zwierząt – osobiście przez Jarosława Kaczyńskiego – było prawdziwym otwarciem nowego sezonu politycznego. I to początkiem, którego mogliby Kaczyńskiemu pozazdrościć wszyscy konkurenci.

Po raz kolejny okazało się bowiem, że jednym ruchem prezes PiS jest w stanie wywrócić do góry nogami całą naszą politykę. Przewrócić stolik, przy którym toczy się polityczna gra. Po co? Czy po to, by zrealizować marzenie, które nosi w sercu od trzech dekad: polepszyć los zwierząt w Polsce – jak twierdzi Piotr Zaremba? A może po to, by przykryć kłopoty i wpadki rządu – jak twierdzą niektórzy komentatorzy? A może robi to dlatego, że to po prostu sposób, w jaki uprawia politykę?

Te różne interpretacje nie muszą się zresztą wykluczać. Wynika to z faktu, że dla prezesa PiS wszystko jest polityką, czyli sposobem sprawowania władzy. Nad ludźmi, dodajmy. Gdy był w opozycji, była to władza wyłącznie nad swoim obozem i jego wiernym – mimo licznych porażek – elektoratem. Gdy PiS wygrało wybory, władza Kaczyńskiego rozszerzyła się na cały kraj. Narzędziem jej sprawowania są nie tylko decyzje Sejmu, uchwalane prawo, działania rządu, ale też zależne od jego obozu media, religia, a nawet wartości. Nie miejsce tu na ocenianie, czy to dobrze, czy źle, zresztą większość czytelników ma w tej sprawie wyrobione zdanie. Warto za to potraktować ustawę o ochronie zwierząt jako swoiste studium przypadku, modelowy przykład sprawowania władzy, czyli uprawiania polityki, przez prezesa PiS.

Temat dla wszystkich

Opowiadanie świata też jest sposobem sprawowania władzy. A Jarosław Kaczyński uwielbia opowieści. Ta o postkomunistycznym układzie niosła go w latach 2005–2007. Potem była opowieść o uchodźcach, przed którymi trzeba obronić Polskę, postkomunistycznych sądach, które trzeba uprzątnąć, ideologii LGBT, przez którą nasz kraj ma się stać moralną pustynią, w tej zaś zatriumfuje lumpenproletariat (niemal dosłowne cytaty z wywiadu, jakiego prezes udzielił tygodnikowi „Sieci", opublikowanego w ostatni poniedziałek). Równocześnie Kaczyński proponuje opowieść o zwierzętach, które trzeba chronić. Ale i tu idzie o politykę.

Zostawmy na moment kwestie praw zwierząt, interesów hodowców norek i fretek, jak również producentów mięsa halal czy koszernego. Zostawmy na boku św. Franciszka i jego nakaz troski o braci mniejszych. Zostawmy interpretacje dotyczące tego, jak troskę o zwierzęta ujmowali Jan Paweł II i Benedykt XVI. Popatrzmy na to wyłącznie od strony politycznej.

Wówczas naszym oczom ukaże się postać Jarosława Kaczyńskiego jako demiurga polskiej polityki. Nie tylko tego, kto gdzieś od czasów wojny na górze, krótko po przełomie 1989 r., zdefiniował najgłębszy spór polityczny, w skrócie zwany starciem Polski Michnika z Polską Kaczyńskiego. Ale też tego, kto nieustannie naszą politykę stwarza. Trochę na kształt poglądów ojców Kościoła, którzy byli przekonani, że nie tylko Bóg stworzył świat, ale poprzez creatio continua stwarza go nieustannie, podtrzymuje w istnieniu. „Wierzymy, lub jeśli nie możemy, starajmy się zrozumieć, że Bóg aż dotychczas działa i gdyby usunął swe działanie w rzeczach przez siebie stworzonych, to zginęłyby" – pisał św. Augustyn.

Nie chodzi o to, czy prezes jest politycznym geniuszem. Słowo „geniusz" ma zabarwienie pozytywne, podobnie jak nazwanie Kaczyńskiego demonem miałoby zabarwienie pejoratywne. Na pewno jednak prezes jest głównym punktem odniesienia polskiej polityki. Spór o traktowanie braci mniejszych, który „wrzucił" kilka dni temu, tego właśnie dowodzi. Od dwóch tygodni o prawach zwierząt dyskutują politycy, dziennikarze, komentatorzy, spierają się o to członkowie rodzin.

To jest uprawianie polityki przez kreowanie debaty, podrzucanie tematów, do których niemal każdy musi lub chce się odnieść. Tak właśnie stało się teraz. Specjaliści od zaglądania za kulisy polityki zastanawiają się, jak zagłosują posłowie z partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina, czy ustawa przejdzie głosami Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Czy może będzie to kolejna sprawa, w której Solidarna Polska, Porozumienie, Konfederacja i PSL będą głosować razem (jak było choćby w przypadku kandydatury ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego do komisji badającej przypadki pedofilii). Filozofowie i etycy spierają się o to, jakie mamy obowiązki wobec zwierząt, wolnorynkowcy ronią łzy nad zamykanymi biznesami, prawica się zżyma, że Kaczyński idzie w lewo, a lewica podaje w wątpliwość szczerość jego intencji.

Każdy mówi, co sądzi o pomyśle Kaczyńskiego lub o nim samym? Nawet źle? O to chodziło! Dzięki temu prezes PiS umacnia swoją pozycję jako punktu odniesienia w naszej przestrzeni politycznej. Jeśli ktoś wierzył – jak choćby Rafał Trzaskowski – że 71-letni dziś Kaczyński przejdzie na emeryturę i przestanie być osią polskiej polityki, był w błędzie. Znów zastrzegę – nie oceniam w tym miejscu, czy to dobrze, czy źle.

Opozycja może jedynie zgrzytać zębami, ale to Kaczyński jeszcze raz narzucił polityczną agendę, a partie mu niechętne mogą się jedynie odnieść do kolejnego tematu podrzuconego przez prezesa. Gdy znajdą na niego odpowiedź, gdy zabiorą głos, prezes wystąpi z następną opowieścią. Co ciekawe, nawet w czasach, gdy Kaczyński był w opozycji, nie zatracił tej mocy – duża część polityki za rządów Donalda Tuska była reakcją na słowa, pomysły, a niekiedy na sam fakt jego istnienia.

Weterani, uważajcie

Widzimy więc, jak zaciera się granica pomiędzy władzą symboliczną a realną, którą sprawuje prezes PiS. Lecz i na tym nie koniec, bo przy okazji Kaczyński osiąga jeszcze kilka politycznych celów.

Przez to, że do projektu takiego jak „piątka dla zwierząt" muszą się odnieść wszyscy, nagle mętna sieć układów i zależności politycznych staje się na moment jasna. Kaczyński może obserwować, kto jak się pozycjonuje. Czy np. środowisko, które kiedyś było sceptyczne wobec obrony zwierząt, dziś zacznie bić brawo? I skąd ta zmiana?

Gdy prezes znika na zwolnieniu lekarskim, by podleczyć kolano, albo przebąkuje o swojej emeryturze, też uważnie obserwuje reakcje, zwłaszcza w obozie rządzącym. I dzięki temu wie, jakie kto ma ambicje, kto jest lojalny, bo musi, kto jest lojalny, bo chce, a kto nie jest lojalny wcale. To metoda rządzenia własnym środowiskiem.

Biorąc pod uwagę fakt, że branża futerkowa ma bardzo sprawny lobbing, prezes może również, śledząc wypowiedzi o „piątce dla zwierząt", odkryć nie tylko motywacje ideologiczne, ale również te mniej wzniosłe. Kaczyński, pomny tego, jak kilka lat temu upadła poprzednia wersja ustawy zwiększającej ochronę zwierząt, doskonale wie, jak ważną rolę odgrywają w polityce pieniądze. A teraz, gdy od dwóch lat pensje polityków są jeszcze niższe niż wcześniej, lobbing hodowców jest dla niego ważnym sygnałem.

I znów, lobbing nie jest niczym złym. Przedsiębiorcy, których interesy są zagrożone, mają prawo o nie walczyć, opłacać lobbystów, zabiegać o przychylność opinii publicznej itd. Na tym polegają demokratyczna polityka i wolny rynek. Prezesowi też jednak nikt nie zabroni odnotowywać, że lider branży bawił na weselu lidera partii, która dziś mocno protestuje przeciw ustawie albo że część środowisk ortodoksyjnie katolickich, kojarzonych np. z walką z aborcją, nagle staje w obronie hodowców zwierząt futerkowych. Nie twierdzę, że ich poglądy zostały kupione, lecz prezes wyciągnie przecież własne wnioski.

Ale i na tym nie koniec. Kaczyński przy okazji tej ustawy może postawić do pionu partyjnych weteranów, którzy przyzwyczaili się, że hierarchię w PiS wyznacza staż współpracy z prezesem jeszcze w odległych czasach Porozumienia Centrum. A tu nagle Kaczyński występuje na konferencji z szefem partyjnej młodzieżówki Michałem Moskalem, udzielając mu pełnego poparcia. Wcześniej zaś wynosi tego mało znanego publicznie 26-latka – który u schyłku PC dopiero zaczynał chodzić do podstawówki – na ważne stanowisko dyrektora biura prezydialnego partii.

To wywołuje konsternację wśród starych druhów. I jeszcze raz uświadamia im, że w PiS źródłem władzy jest prezes. Przypomina im, że skoro ktoś może tak błyskawicznie awansować, to ktoś inny może równie szybko wypaść z łask. Tuż przed zaplanowanym na listopad kongresem partii takie potrząśnięcie działaczami jest właśnie narzędziem sprawowania władzy.

Za trzy lata wybory

Przy okazji zaś Kaczyński testuje na żywej tkance opinii publicznej reakcje na rozmaite ideowe wolty. Jak pisałem już w „Rzeczpospolitej", i on, i premier Mateusz Morawiecki po wyborach prezydenckich dalecy byli od triumfalizmu. Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, że wyczerpują się polityczne i ekonomiczne zasoby pozwalające mobilizować elektorat. Jeśli PiS chce wygrywać dalej, jeśli poważnie myśli o tym, by również w 2023 roku sięgnąć po władzę, powinien szukać nowych obszarów ekspansji. W tym celu musi spróbować znaleźć ofertę dla bardziej centrowych wyborców albo też odpolitycznić pewne obszary dotychczas zarezerwowane dla przeciwników. Do osiągnięcia obu tych celów użyteczna jest pisowska młodzieżówka.

Ten drugi cel wprost sformułował w liście do działaczy szef Forum Młodych PiS – znany nam już Michał Moskal – pisząc, że sprawy takie jak równe płace mężczyzn i kobiet, ochrona środowiska czy troska o zwierzęta nie powinny być zarezerwowane dla lewicy, bo to kwestia wrażliwości młodego pokolenia, które uważa je za sprawy oczywiste, zupełnie w poprzek politycznych sympatii. Biorąc je na agendę, PiS wyciąga je z klasycznego sporu prawica–lewica, w paradoksalny sposób depolityzując.

Pierwszy cel jest jednak nie mniej ważny – chodzi, przypomnijmy, o pozyskanie narzędzi do przyciągania nowych wyborców w 2023 roku. Być może części młodych antypisowskich lewicowców „piątka dla zwierząt" nie przekona. Ale może pozwoli zdobyć serca choć części dziewcząt i chłopców z czterech roczników, które wejdą w dorosłość do tego czasu i zyskają prawa wyborcze. To dlatego do poparcia tej inicjatywy Kaczyński zachęcał na TikToku, w serwisie społecznościowym popularnym przede wszystkim wśród nastolatków, których przytłaczająca większość nie ma dziś jeszcze 18 lat.

I jest przy tym zupełnie wtórne, czy Kaczyński, podrzucając temat ochrony zwierząt, to wszystko przewidział. Tak samo jak wtórne jest to, co poeta miał na myśli, pisząc dzieło, i czy planował jeden, dwa czy trzy piętra sensów. Liczy się efekt. Tak samo jak liczy się to, że Kaczyński pokazuje, kto naprawdę rządzi polską polityką, politykami i Polakami. I kto posiada moc kreowania zbiorowej wyobraźni. 

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA