fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Donald Trump a natura człowieka

USA
Decyzja platform społecznościowych, by zablokować konto Donalda Trumpa, wywołała skrajne emocje. Lewica wygląda na zachwyconą tym, że polityk będący największym wrogiem demokratycznego porządku nie tylko się skompromitował, ale jeszcze dostał nauczkę od technologicznych gigantów. Nie mają przy tym problemu z tym, że wobec prezydenta USA zastosowano po prostu cenzurę. Na to właśnie narzeka prawica, która sięga po nośne metafory („nowy bolszewizm"). Jednak prawica jakby przymyka oko na to, że 6 stycznia w Waszyngtonie, kiedy to Trump wezwał swych zwolenników do marszu na Kapitol, doszło do zamieszek, które pociągnęły za sobą pięć ofiar, m.in. brutalnie zamordowanego policjanta. Techgiganci tłumaczą się, że blokując Trumpa, chcą zapobiec eskalacji przemocy.

W obu tych stanowiskach jest ziarno prawdy, ale prawda nie leży pośrodku. Nie zrozumiemy istoty tego, co się stało, jeśli nie odpowiemy sobie na pytanie, czym są dziś media społecznościowe. Pojęcie „media społecznościowe" jest zresztą mylące, bo kojarzy się z tradycyjnymi mediami, w których ściśle określony jest podział na nadawców i odbiorców. Natomiast pełna interaktywność, którą umożliwiają platformy społecznościowe, sprawiła, że każdy jest odbiorcą i każdy też może być nadawcą. Jest to charakterystyczna cecha samego internetu – wielkiego medium, o którego istocie stanowi krążenie danych. A zatem medium staje się każda strona internetowa, każdy urząd czy firma mające swą witrynę i nawet każde konto w mediach społecznościowych staje się nadawcą w tym nieustannym obiegu komunikacyjnym.




Amerykański medioznawca Siva Vaidhyanathan nazywa media społecznościowe „hipermediami", ponieważ oddziałują na nas w rozmaity sposób – obrazem, tekstem, dźwiękiem, filmem. Zdaniem Jacka Dukaja umożliwiają one postpiśmienną komunikację, którą pisarz nazywa „bezpośrednim transferem przeżyć". Jej najlepszym przykładem jest wirtualna rzeczywistość (VR) oraz rozszerzona rzeczywistość (z ang. augmented reality). Problem w tym, że te podziały opierają się na klasycznym rozróżnieniu rzeczywistości rzeczywistej i rzeczywistości wirtualnej. Ten podział zaś jest zupełnie nieadekwatny w sytuacji, w której internet – to hipermedium – nie istnieje w jakiejś wydzielonej strefie, ale wdziera się w kolejne obszary naszego „rzeczywistego" życia, a wkrótce dzięki technologii 5G i tzw. internetowi rzeczy, to my będziemy zanurzeni w internecie – w przestrzeni, gdzie przedmioty będą się ze sobą komunikować: lodówka, oświetlenie, ogrzewanie, samochód i system komunikacji miejskiej. Wszystko stanie się jedną wielką skomunikowaną siecią. Tym samym media społecznościowe staną się formą, w jakiej istniejemy, załatwiamy sprawy, poznajemy świat, utrzymujemy kontakty. W czasie pandemii doświadczamy tego szczególnie wyraźnie.

Już Marshall McLuhan sześć dekad temu zwracał uwagę, że to „medium jest informacją" i różne sposoby komunikacji wpływają na treść, a przez to zmieniają samą komunikację. Coraz więcej powstaje analiz pokazujących, jak media społecznościowe zmieniły sposób uprawiania polityki (m.in. poprzez mikrotargetowanie przekazu politycznego), wywieranie wpływu (psychografia, czyli dzielenie użytkowników ze względu na cechy osobowościowe), jak zmieniają debatę publiczną (prywatyzują dyskurs w małych grupach), jak wpływają na nasze zachowanie, jak zmieniają sposób naszego myślenia, jak modyfikują naszą naturę, która – jak nam się wydawało od czasów Sokratesa – miała być niezmienna.

Okazuje się więc, że bez odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle są media społecznościowe, nie odpowiemy na pytanie znacznie ważniejsze – kim w tym wszystkim będzie człowiek.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA