fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Anna Clunes. Wielka Brytania pozostanie globalnym graczem

Głos w sprawie brexitu zabrał także guru street artu Banksy, tworząc mural w Dover, głównym ośrodku komunikacji promowej Anglii z Francją
Glyn KIRK/AFP
O tym, że własne instytucje są dla Brytyjczyków fundamentem suwerenności, że gospodarka nie zawsze jest najważniejsza, a szczepienia to nie jest wyścig z innymi krajami – mówi Michałowi Szułdrzyńskiemu Anna Clunes, ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce.

Plus Minus: Hasłem kampanii brexitowej było odzyskanie przez Wielką Brytanię kontroli nad swoim losem, odzyskanie pełnej suwerenności. Mija kilkanaście dni od momentu, w którym pani kraj faktycznie opuścił Unię Europejską. Czy Brytyjczycy czują, że rzeczywiście odzyskali kontrolę nad państwem?

Jednym z głównych postulatów w trakcie kampanii brexitowej było odzyskanie kontroli przez Wielką Brytanię nad granicami, budżetem i prawem. Debata, która miała u nas miejsce przez cały okres naszego członkostwa w Unii Europejskiej, czyli już od początku lat 70., dotyczyła tego, jak powinny wyglądać właściwe powiązania pomiędzy Wielką Brytanią a Wspólnotą, pomiędzy prawem krajowym a prawem europejskim, a także właściwiej roli, jaką w tym procesie miałaby odgrywać Bruksela.

Tuż przed Bożym Narodzeniem doszły do nas dobre wieści, że w końcu między Wielką Brytanią a Unią doszło do ugody dotyczącej handlu i współpracy, która będzie regulowała nasze stosunki w nadchodzących latach. Od końca okresu przejściowego minęło co prawda kilkanaście dni, ale wciąż jesteśmy przygotowani do przystosowywania zasad, które jeszcze przez jakiś czas będą towarzyszyć temu procesowi.

Mówiła pani o dyskusji na temat roli Brukseli i roli rządu w Londynie. Jaka była granica dla Wielkiej Brytanii, po przekroczeniu której Brytyjczycy powiedzieli, że mają już dosyć i nie chcą już dłużej należeć do Unii?

Myślę, że bardzo trudno jest to ocenić, bo mówimy o indywidualnej ocenie obywateli, którzy głosowali za brexitem, a każdy ma prawo do swoich prywatnych poglądów, które także wpłynęły na wynik wyborów referendum z 2016 roku. To, co mi udało się zaobserwować, to były argumenty za tym, aby Wielka Brytania miała pełną możliwość decydowania o swoim państwie.

Jedną z głównych przyczyn brexitu (i to jest też jedna z tych rzeczy, których sama dowiedziałam się o Wielkiej Brytanii po referendum) jest właśnie nasza idea suwerenności. Taka idea ma dla różnych krajów inne znaczenie, ale dla nas fundamentem suwerenności są nasze instytucje, z których jesteśmy bardzo dumni. Z naszego parlamentu, który ma niezwykle długą tradycję, czy też naszego systemu służby zdrowia NHS (National Health Service – red.), który właśnie teraz zdaje egzamin. Nasza suwerenność opiera się też na tym, że mamy możliwość stosowania naszego prawa i stanowienia go w naszym kraju. Myślę, że te kwestie w ogromnej mierze przyczyniły się do brexitu.

Przed referendum brexitowym większość ekspertów ostrzegała, że brytyjska gospodarka ucierpi na wyjściu z UE. Ale ten argument nie trafiał do Brytyjczyków, nie bali się o to, że ich PKB spadnie. Ważniejszy był argument, że to oni sami decydują o tym, co się stanie?

To bardzo interesujące pytanie. Na pewno było wiele czynników, które wpływały na intencje Brytyjczyków, a gospodarka była tylko jednym z nich. Ale nauczyliśmy się, że nie zawsze chodzi wyłącznie o gospodarkę. Jest bardzo ważna, jeśli chodzi o dobrobyt w przyszłości, i wszyscy martwimy się o to, jak wpłynie na nas i naszych bliskich, ale istnieją także inne czynniki, które decydują np. o tym, kim chcemy być na świecie.

Oczywiście, UE będzie nadal ważnym partnerem gospodarczym dla Wielkiej Brytanii i będziemy się starać rozwijać wymianę handlową z Unią. Będziemy również dążyć do znalezienia korzyści gospodarczych poza UE i rozwinięcia naszego handlu w innych miejscach.

Przez ostatnich pięć lat głównym tematem debaty było przeprowadzenie Wielkiej Brytanii przez proces brexitu. A teraz, kiedy już to osiągnęliście, co zrobicie dalej z tą wolnością i suwerennością? Nasuwa się wręcz pytanie – po co to wszystko było?

To dobra wiadomość, że 24 grudnia osiągnęliśmy porozumienie z UE w sprawie umowy o handlu i współpracy. Oczywiście, kontynuujemy ściśle współpracę z Unią Europejską w wielu dziedzinach – chodzi np. o elementy bezpieczeństwa, które chcemy współtworzyć, ale także elementy polityki energetycznej. Dopiero teraz możemy odetchnąć pełną piersią w naszych relacjach z Unią. Dzięki temu kontynuowanie naszej współpracy z UE będzie bardziej efektywne. Rozwiniemy także nasze stosunki z resztą świata. W ostatnich dwóch latach doprowadziliśmy do podpisania 63 bilateralnych umów handlowych, co tylko potwierdza nasze ambicje. Wciąż odkrywamy nowe możliwości przyszłych kierunków działania na poziomie globalnym. Jednym z naszych celów jest dołączenie do Partnerstwa Transpacyficznego. Poza tym jesteśmy w trakcie negocjacji umów handlowych z Australią i Nową Zelandią.

Będziemy też kontynuować współpracę z Unią w ramach stosunków handlowych na rynku globalnym. Będziemy starać się utrzymać naszą pozycję istotnego gracza w światowym handlu.

Wielka Brytania chce dalej być ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Chcemy kontynuować bliską współpracę z takimi krajami jak Polska i sprawiać, aby świat stawał się lepszym miejscem. Ostatnia wizyta sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, którą wirtualnie złożył w Londynie, jest tego dobrym przykładem. Uczestniczył w obchodach 75. rocznicy pierwszego spotkania członków ONZ, które odbyło się 11 stycznia 1946 roku w Londynie.

Premier Johnson jest bardzo otwarty na budowanie relacji z innymi krajami. Wiele miejsca poświęca tej kwestii w swoich wystąpieniach, stąd też przypuszczam, że chce w pełni wykorzystać szansę, którą dał nam brexit. Będzie to dotyczyło np. negocjacji nad zmianami klimatu czy współpracy w ramach grupy G7, której w tym roku Wielka Brytania będzie przewodniczyć. To są właśnie rzeczy, które wskazują na to, jakim krajem chcemy być po brexicie.

Pytanie, czy sama idea brexitu nie jest sprzeczna z tendencjami globalizacyjnymi na świecie. Tylko zjednoczona Europa może stać się istotnym graczem na arenie międzynarodowej. Dlaczego wy wybraliście inną drogę?

My chcieliśmy zmienić relacje między Wielką Brytanią a resztą Unii Europejskiej. Mimo że wyszliśmy z jej struktur, wciąż pozostajemy bliskimi sojusznikami. I nie dotyczy to tylko UE, ale także sojuszu z USA czy NATO. Kontynuujemy także naszą tradycję bycia bardzo aktywnym państwem w ONZ. Nie uważam, abyśmy odrzucili chęć bycia znaczącym graczem na arenie międzynarodowej. Zainwestowaliśmy nawet więcej wysiłku w to, by pracować z naszymi sojusznikami i powiększyć swoją siłę w strukturach międzynarodowych. Nie powiedziałabym zatem, że decyzja o tym, by nie być już dłużej członkiem UE, w jakikolwiek sposób byłaby zaprzeczeniem idei współpracy czy rezygnacji z bycia globalnym graczem.

Czy brexit otworzy drogę do opuszczenia Unii przez inne kraje? Takie pomysły rodzą się u niektórych polityków, m.in. we Francji, Polsce, Włoszech czy Grecji.

Przez lata nauczyłam się tego, by starać się nie przewidywać przyszłości. Rozmawiałam z wieloma osobami reprezentującymi różne kraje Wspólnoty, odkąd znaliśmy już wyniki referendum dotyczącego brexitu, i np. każda osoba z Polski mówiła, że to jest suwerenna decyzja Brytyjczyków i że ją szanują. Dlatego też myślę, że nie byłoby właściwe, abym komentowała, jeśli podobną decyzję podjęłoby jakiekolwiek inne państwo. To jedna z tych decyzji, które każde państwo musi podjąć samodzielnie.

Wspomniała pani, że jedną z idei brexitu było odzyskanie kontroli m.in. w obszarze granic i migracji. Myśli pani, że to się uda? Przecież to nie tylko kwestia Unii, ale nielegalnej imigracji i przemytu ludzi i do Europy kontynentalnej, i do Wielkiej Brytanii, których to zjawisk sam brexit nie zatrzyma.

Chciałabym najpierw wspomnieć o trzech kwestiach, które dotyczą tematu migracji.

Po pierwsze, prawa polskich obywateli, którzy przyjechali do Wielkiej Brytanii przed końcem 2020 r., są chronione dzięki umowom, które zawarliśmy. Jest u nas ponad 700 tys. Polaków, którzy złożyli podanie o prawo do stałego osiedlenia się w Zjednoczonym Królestwie.

Po drugie, Wielka Brytania już wprowadziła nowe zasady migracji, które będą obowiązywały tych, którzy będą chcieli legalnie przebywać w Wielkiej Brytanii po 1 stycznia 2021 r. Chcemy pozostać krajem gościnnym dla tych, którzy chcą się tu osiedlić, pracować lub się uczyć. Ale jednocześnie będziemy krajem, który nie będzie witał z otwartymi ramionami tych, którzy spróbują nadużyć tego systemu.

Trzecia kwestia to nielegalny przepływ ludzi. To plaga współczesnego świata, z którą od zawsze walczyliśmy wraz z partnerami na arenie międzynarodowej. Wielka Brytania będzie kontynuowała współpracę z Europą w walce ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Także w ambasadzie brytyjskiej w Warszawie mamy zespół, który będzie współpracował z polskimi instytucjami i będziemy robić co w naszej mocy, aby przeciwdziałać tym zagrożeniom.

Bycie ambasadorem w Polsce to druga pani misja dyplomatyczna w naszym kraju. Była tu pani w latach 90., czyli w momencie, kiedy Polska nie była jeszcze członkiem UE. Teraz historia jakby zatacza koło, bo jest pani ambasadorem Wielkiej Brytanii – kraju, który właśnie opuścił Unię. Co panią najbardziej zaskoczyło po ponownym przyjeździe do Polski?

Cieszę się, że mogłam tu wrócić. Kocham Polskę i dobrze wspominam czas, który tu spędziłam. Jedną z rzeczy, które zauważyłam po powrocie, jest oczywiście ogromny rozwój i transformacja kraju. To 30 lat rozwoju ekonomicznego i kontynuacja wielkiej szansy, którą daje Polsce współpraca europejska.

Jedna z tych rzeczy, która na pewno zmieniła się od mojego ostatniego pobytu w Polsce, to ilość kontaktów biznesowych, które łączą nasze kraje. Kolejną zmianą w naszych stosunkach jest liczba Polaków, którzy zdecydowali się związać swoje życie z Wielką Brytanią. Z tego powodu wielu Brytyjczyków ma znacznie większą wiedzę na temat Polski i to kolejna rzecz, która dobrze wpływa na nasze stosunki. Bardzo optymistycznie podchodzę do swoich nowych zadań.

To zderzenie doświadczeń, które wyniosłam stąd, kiedy Polska jeszcze nie była członkiem UE, z doświadczeniami, które zbieram teraz, daje mi pole do postawienia tezy, że między nami są naprawdę silne więzy oraz że nasze kraje łączy wiele podobieństw w patrzeniu na świat czy choćby nawet poczucie humoru. Wszystkie te rzeczy sprawiają, że jestem optymistką co do naszych przyszłych stosunków, które – mam nadzieję – przyniosą naszym krajom wiele korzyści.

Wielka Brytania bije rekordy liczby szczepień przeciw koronawirusowi. Chcecie pokazać: patrzcie, jak wyszliśmy z Unii, to możemy sobie z tym lepiej poradzić niż kraje członkowskie?

Jestem dumna, że brytyjscy naukowcy byli zaangażowani w badania, które doprowadziły do powstania szczepionki. Nasz rząd rozumiał, że akcja szczepień jest sposobem na zakończenie tej pandemii i postanowił jak najszybciej zaszczepić 15 mln osób z grup ryzyka do końca lutego. Jestem niezwykle dumna z brytyjskiego personelu medycznego i tych wszystkich, dzięki którym nasz narodowy program tak przyspieszył.

Czyli nie ma tu wyścigu z innymi krajami?

Jest wyścig z czasem, by zaszczepić jak najwięcej ludzi, by jak najszybciej wrócić do normalności. To nie jest wyścig z innymi krajami, wręcz przeciwnie, dla naszego rządu ważne jest, by szczepionka była dostępna dla krajów rozwijających się. Oczywiście, chcemy, by zaszczepiła się Europa, by zatrzymać kolejne fale pandemii, ale chcemy, by również te kraje mogły to zrobić. Zainwestowaliśmy 548 mln funtów w program COVAX Advanced Market Commitment, który pomoże rozprowadzić w tym roku 1 mld dawek szczepionek przeciwko koronawirusowi do 92 krajów rozwijających się. 

—tłum. Katarzyna Płachta

Anna Clunes ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce jest od września 2020 r. Przed objęciem placówki w Warszawie pełniła obowiązki dyrektora generalnego brytyjskiego Departamentu ds. Wyjścia z UE

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA