fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Budnikowski: Za czym kolejka ta stoi?

Adwokaci przed salą rozpraw
Fotorzepa / Jakub Ostałowski
Tuż przed wybuchem pandemii broniłem w ciekawej, gdzie Prokurator Generalny wniósł kasację z powodu niewspółmierności kary, korzystając z – niekonstytucyjnego moim zdaniem – wyłomu w zasadzie równości wobec prawa wyrażonej w art. 32 Konstytucji. Pełnomocnik pokrzywdzonego nie mógłby bowiem wnieść w tejże sprawie nadzwyczajnego środku zaskarżenia (por. 523 § 1 i 1a KPK). Nie sadziłem wówczas, że już pół roku później, na własnej skórze poczuję podobną nierówność, także związaną z procesem karnym. I to przy wykonywaniu obowiązków zawodowych.

Może nie wszyscy wiedzą, że w większości warszawskich sądów, adwokat udając się na rozprawę, musi przy wejściu podać pracownikom ochrony sygnaturę akt sprawy, godzinę rozpoczęcia i swoje nazwisko. Prokurator biorący udział w tym samym posiedzeniu wchodzi jedynie okazując legitymacje służbową, Logiczne, przecież przychodzi do pracy. Prokuratora i obrońcę łączy tylko obowiązek zakrywania nosa oraz ust oraz poddania się sprawdzeniu temperatury ciała.

Sprawdzenie temperatury trwa sekundę.

60 razy dłużej trwają natomiast adwokackie wyjaśnienia odnośnie do sygnatury akt oraz godziny rozpoczęcia sprawy i szukanie stosownej wokandy wśród kilkunastu spoczywających na ochroniarskim stole. Bez odnalezienia tej właściwej nie wejdziemy do sądu. Sytuacja komplikuje się, gdy działamy jako substytut albo ustanowiono nas „za pięć dwunasta", a nasze nazwisko na wokandzie nie widnieje. Formalnie nie jesteśmy przecież uczestnikiem ani stroną procesu.

Minuta tłumaczenia i szukania, to pozornie krótko, wyobraźmy sobie jednak, co się dzieje u wejścia do sadu o godzinie 9.00. Sytuacja może jeszcze bardziej skomplikować, gdy bronimy w sprawie, w której na ławie oskarżonych zasiadają dajmy na to 34 osoby.

Czy ktoś pomyślał, co będzie, gdy 34 obrońców i może nawet tyluż podsądnych stawi się jednocześnie na tę sama godzinę u wejścia do sądu? Łatwo policzyć. Na rozprawę wyznaczoną na 10.00 trzeba będzie przyjść około 8.50, a więc z wyprzedzeniem prawie jak na samolot.

Obowiązek sprawdzania oraz odpytywania adwokatów dlaczego przyszli do sądu jest mówiąc wprost pozbawiony sensu i w świetle wyżej wskazanego rozróżnienia zachowania sądowej ochrony w podejściu do prokuratorów stanowi, jeżeli nie naruszenie zasady równości obywateli wobec prawa (art. 32 Konstytucji), to zdrowego rozsądku.

Dlaczego człowiek z togą o zielonym lub niebieskim żabocie przychodzi do sadu, co też mu do głowy przyszło? Skoro inaczej niż strona bez togi, nie musi on przechodzić kontroli osobistej, ani prześwietlać swojej teczki, to w jakim celu musi każdorazowo dokładnie tłumaczyć po co tam przyszedł?

Adwokat nie udaje się do sądu na spacer ani złośliwie pokasłać na korytarzu, tylko przychodzi do pracy.

adw. Tomasz Budnikowski

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA