fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mazurek na wynos

Robert Mazurek: Wszyscy jesteśmy Koreańczykami

.
A więc rasizm. Rasizm, ksenofobia, homofobia domniemana, chamstwo pospolite. Zaatakowano Jungkooka. Jasne, że państwo nie wiedzą, ani kim jest Jungkook, ani że go zaatakowano, i w ogóle pojąć nie możecie, dlaczego miałoby to być dla państwa istotne. Ech, ciemnogród...

Już wyjaśniam, ale po kolei. Lat temu kilka wyjechałem na Okęcie po przylatujących znajomych. W hali przylotów ścisk nieprawdopodobny, wszędzie setki rozpiszczanych gimnazjalistek. Na kogo czekacie, spytałem. Odpowiedź nic mnie nie powiedziała, nawet powtórzyć nie potrafię. A co to? Gwiazda k-popu, wyjaśniła panna, patrząc z politowaniem na ramola, który nie ogarnia. Czym jest k-pop, też nie wiedziałem, ale postanowiłem się nie ujawniać, zwłaszcza że odpowiedź przyszła do mnie rok, dwa lata później, kiedy moja progenitura w wieku lat jedenastu zakochała się sercem całym w koreańskich boysbandach. Bo k-pop to koreański pop. Artyści są tam pofarbowani, wymalowani i bardzo, bardzo chłopięcy, w końcu mają się podobać dziewczynkom, które ledwo wyrosły z kucyków Pony i różowych sukienek.




I teraz jeden z tych dżentelmenów, rzeczony Jungkook, został wybrany na najprzystojniejszego mężczyznę świata. Mężczyznę, nie przesłyszeliście się. Wiadomość tę skomentowali prowadzący „Dzień dobry TVN", zwracając uwagę na nienachalną i nieoczywistą męskość artysty. Wybuchł skandal, przyszły zyliony protestów. Przeprosili, bo nie ma co kopać się z koniem, zwłaszcza gdy oskarżenia o ksenofobię i rasizm były całkiem serio. Sytuacja jak z Monty Pythona? Hm, to może przyjrzyjmy się i tym niewiniątkom.

Jeden z nich, bodajże John Cleese, powiedział niedawno, z okazji 50-lecia powstania kabaretu, że dziś nic takiego w BBC powstać by nie mogło. Jeszcze raz: nie tyle, że nie mogłyby powstać żarty Monty Pythona, ale i sam Latający Cyrk nie zostałby pokazany w telewizji z powodu... braku różnorodności! Bo jakże to, sześciu białych, chrześcijańskich kolesiów z Oxbridge (Oxfordu i Cambridge) w XXI wieku?! A gdzie parytety? Gdzie niepełnosprawny? A kobieta? Gdzie czarny? Nawet gej (Graham Chapman) nie ujawniał się wtedy. Na takie zabawy uprzywilejowanej społecznie młodzieży z dobrych domów nie byłoby dziś miejsca. Cóż, zapewne Cleese wiedział, co mówi. Zresztą prowadzący galę Złotych Globów Ricky Gervais drwił, że zrezygnowano w niej z uroczystego pożegnania zmarłych w 2019 roku, bo nie było wśród nich czarnych. I co, dalej nonsens?

Gdyby jednak jakimś cudem Monty Python powstał, to autorzy nie robiliby nic innego, tylko przepraszaliby, kajali się i odcinali. Nie było chyba żadnego grzechu przeciwko politycznej poprawności, którego Pythoni by nie popełnili, i to w warunkach recydywy. Szydzili z katolików, wyśpiewując, że „Sperma jest święta", ale w tym samym skeczu bodaj jeszcze okrutniej potraktowali anglikanów. Drwili po wielekroć z gejów, co później – dużo łagodniej, ale i tak jak na dzisiejsze standardy zbyt ostro – podjęło Little Britain w swym „Jedynym geju we wsi". Ba, to Pythoni, absolutnie wyprzedzając najśmielsze oczekiwania, szydzili (w obrazoburczym skądinąd i skandalizującym „Żywocie Briana") z biednego Stana, który kazał na siebie mówić Loretta. Wtedy pękaliśmy ze śmiechu z czystej absurdalności sytuacji, dziś śmiejemy się po cichu z transseksualistów, wiedząc oczywiście, że śmiech to niewłaściwy i wsteczny. Pamiętacie Pana Grubego (pana Creosote) z „Sensu życia..."? Śmialiśmy się z tego, nie zważając, że body shaming (czyli staropolskie wyśmiewanie czyjegoś wyglądu) jest dalece nietaktowny. Brytyjczycy drwili z kalek, feministek i popkultury, za nic mając konwenanse.

Zestawcie to, szanowni państwo, z uwagą Anny Kalczyńskiej, że imć Jungkook nie jest przesadnie męski. I co, dalej uważacie, że polityczna poprawność ma głęboki sens? Niegdyś, w czasach Latającego Cyrku, istniały takie pojęcia, jak kultura osobista, zasady, nawet savoir-vivre, i to one regulowały, co wypada, a czego nie. Polityczna poprawność, choćby chciała, tego nie zastąpi. Zamiast wymieść chamstwo, zaknebluje nas na amen, ech...

A ten cały ranking najprzystojniejszych mężczyzn świata jest funta kłaków wart. Nie dość, że mojej osoby nie ma w pierwszej dziesiątce, to jeszcze Krzysztof Ibisz się nie załapał. 

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA