fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MOTO Tu i teraz

Rząd po cichu odpuszcza plan miliona aut elektrycznych do 2025 r.

AdobeStock
Nie będzie na polskich drogach tłoku aut napędzanych prądem. Rząd wycofał się z absurdalnego projektu zakładającego, że już w 2025 r. będzie po nich jeździł milion samochodów elektrycznych.

Nowa strategia zrównoważonego rozwoju transportu do 2030 roku pokazuje, że elektromobilne ambicje obecnej włączy drastycznie stopniały: w dokumencie zaplanowano „wzrost floty samochodów elektrycznych i hybrydowych, których liczba w roku 2030 może osiągnąć ponad 600 tys. sztuk”.  Tymczasem – według danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) – liczba samochodów bateryjnych zarejestrowanych do tej pory w Polsce to zaledwie 4178 sztuk. Z kolei z informacji Instytutu Samar wynika, że tylko w tym roku rejestracje aut z napędem hybrydowym sięgnęły 24 tys.

Eksperci branży motoryzacyjnej od początku przyznawali, że deklarowany przez rząd milion aut na prąd w 2025 r. to prognoza z sufitu. W dodatku do dziś nie ma realnego programu mającego popyt na „elektryki” pobudzić. – Cały czas czekamy na gotowy pakiet zachęt dla tych, którzy chcieliby się przesiąść z samochodu spalinowego na elektryczny – mówi Paweł Gos, szef firmy Exact Systems badającej jakość produkcji w przemyśle samochodowym. Według opublikowanego wiosną tego roku raportu firmy doradczej Frost & Sullivan (F&T) oraz Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, wprowadzenie dopłat ma kluczowe znaczenie dla pobudzenia popytu na samochody elektryczne. Bez programu wsparcia w postaci bezpośrednich dopłat do zakupu możemy liczyć na 63 tys. aut na prąd w roku 2025 oraz niespełna 229 tys. w roku 2030. Z dopłatami w roku 2025 mielibyśmy na drogach prawie 299 tys. aut na prąd, a w roku 2030 – blisko 682 tys., co zgadzałoby się z obecnymi założeniami rządu.

Pokazany na targach IAA Volkswagen ID.3 ma być jednym z modeli, które mają spopularyzować elektromobilność / fot. Juliusz Szalek

Ale system dopłat rodzi się w bólach. Ministerstwo Energii zmodyfikowało co prawda projekt rozporządzenia o wsparciu zakupów pojazdów na prąd z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Jeżeli zakupu dokona firma, maksymalny pułap ceny auta mogącego liczyć na dopłaty wynoszący 125 tys. zł będzie kwotą netto, a nie brutto, jak do tej pory. W rezultacie na dopłatę będzie można liczyć w przypadku samochodów, których cena sięgałaby niespełna 154 tys. zł. Ale dla osób fizycznych limit pozostał ten sam, czyli 125 tys. Ulga miałaby w ich przypadku objąć samochody bardzo małe, a wybór ograniczałby się do zaledwie 3 modeli.

Obecnie Polska jest jednym z kilku europejskich krajów, gdzie państwo nie wspiera finansowo zakupu osobowych samochodów elektrycznych. Tymczasem z informacji Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) wynika, że w Niemczech dopłata do auta bateryjnego wynosi 4 tys. euro, we Francji 6 tys. euro, w Wielkiej Brytanii sięga 3,5 tys. funtów. Więcej oferuje Rumunia: równowartość 9,5 tys., euro plus ok. 1,4 tys. euro za zamianę starego samochodu konwencjonalnego w wieku powyżej 8 lat na elektryczny. Austria dopłaca 3 tys. euro do elektryków i aut wodorowych, Finlandia 2 tys. euro do aut elektrycznych nie droższych niż 50 tys. euro. W Polsce dodatkowym problemem jest także brak rozbudowanej infrastruktury ładowania. Według PSPA, w końcu sierpnia działało 888 ogólnodostępnych stacji ładowania z 1611 stanowiskami. Najbardziej brakuje stacji przy strasach tranzytowych.

Lotos uruchomił sieć stacji ładowania na trasie z Warszawy do Gdańska / fot. Lotos

W rozwijaniu elektromobilności, mimo zapowiedzi rządu, wleczemy się w europejskim ogonie. Według raportu brukselskiej organizacji Transport & Environment (T&E), w 2020 r. łączna sprzedaż aut z napędem elektrycznym w krajach Unii Europejskiej sięgnie miliona sztuk. W Niemczech tylko w pierwszym półroczu zarejestrowano ich 31,2 tys.

Źródło: moto.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA