fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MOTO Tu i teraz

Rząd pomoże w zakupie e-auta. Symbolicznie

Volkswagen e-Up! to jeden z nilelicznych elektryków, które mieszczą się w zaproponowanym przez resort energii limicie
fot. VW
Zaledwie trzy modele aut elektrycznych spełniają kryterium ceny, która ma pozwolić na ubieganie się o dopłatę do zakupu. Taki projekt rozporządzenia przygotował resort energii. Branża uważa te propozycje za symboliczne.

– Niestety, początki zawsze są kosztowne – mówi „Rzeczpospolitej” Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. – Możemy zachęcać Polaków do kupowania aut elektrycznych przez odpowiedni system dopłat i ulg podatkowych, mając przy tym świadomość, że obecna infrastruktura nie motywuje do zakupu. A możemy nie robić nic: wtedy segment będzie się powoli rozwijać oddolnie, wraz z poszerzaniem oferty, bo przecież będą się pojawiać coraz ciekawsze auta – kwituje.

Z nieco ponad 6000 zarejestrowanych aut na prąd 3855 to pojazdy czysto elektryczne

W tym drugim scenariuszu jednak nie ma co liczyć na żaden wielki skok, co najwyżej człapanie w elektromobilnym ogonie Europy. Tak jak dzieje się to dziś, bo statystycznie lepiej pod względem struktury sprzedaży e-aut wypadają nawet maruderzy UE, Bułgaria i Rumunia. Z opublikowanych właśnie danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych oraz Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego – tzw. Licznika elektromobilności – wynika, że liczba samochodów elektrycznych na polskich drogach sięga dziś… 6092, wliczając to hybrydy plug-in.

Niewielka pociecha, że elektryków przybywa: w pierwszym półroczu 2019 roku zarejestrowano w sumie 1836 aut elektrycznych z napędem całkowicie elektrycznym oraz hybryd typu plug-in. – To ponad 850 więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego – wskazują w swoim opracowaniu eksperci PSPA. Ale też w takim tempie do roku 2025 dorobimy się kilkudziesięciu tysięcy aut elektrycznych na polskich drogach, a nie miliona, o którym już w 2016 roku mówił Mateusz Morawiecki. Już wówczas rząd zapowiadał wsparcie dla elektromobilności. Przybrało ono wreszcie formę rozporządzenia adresowanego zarówno do przedsiębiorstw, jak i osób fizycznych, które chcą kupić auto elektryczne. Taka transakcja miałaby zostać dofinansowana z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, jeśli nie zostanie przekroczony pułap cenowy ustalony przez resort energii. A ten dla osób fizycznych ma wynieść 125 tys. złotych.

Luksusowe samochody elektryczne, takie jak Audi e-tron kosztują grubo powyżej 300 tys. zł /  fot. moto.rp.pl

W tej cenie mieszczą się obecnie trzy modele: smart EQ fortwo, smart EQ forfour oraz Volkswagen e-Up! Z perspektywy miłośnika motoryzacji to żadna oferta, właściwie wszystkie trzy wozy mają niewielki zasięg i osiągi, to typowo miejskie auta, nawet trasa z Warszawy do Radomia na jednym ładowaniu wydaje się być dla nich dosyć ryzykowna. Nasi rozmówcy przyznają, że próg cenowy, za którym oferta staje się znacznie szersza i atrakcyjniejsza, wypada od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy wyżej. – Może ten próg został tak ustawiony po to, by mało kto chciał z niego skorzystać – wzdycha Janusz Kobus, wiceprezes Polskiej Izby Motoryzacji. – Cóż, Polski nie stać na taką skalę wsparcia, jaką swoim kierowcom zapewniła np. Norwegia. Z drugiej strony przy tak skromnej pomocy te środki można byłoby spożytkować lepiej – dodaje. Niestety resort energii nie odpowiedział na pytanie, skąd w projekcie akurat taka kwota.

Zasadnicze pytanie brzmi, co rząd chce osiągnąć. – Gdyby celem było ograniczenie emisji zanieczyszczeń, można byłoby wydawać te środki rozsądniej, choćby dopłacając do wymiany diesla pierwszej czy drugiej generacji na takie spełniające normę Euro 5 lub 6 – wskazuje Kobus. Może udałoby się też powstrzymać w ten sposób zalew staroci, które trafiają na polski rynek zza zachodniej granicy. Zresztą, gdyby tak skanalizować fundusze na wsparcie, trafiłyby one do osób biedniejszych, a tak – zdaniem wiceprezesa PIM – z dopłat korzystać będą ci bogatsi, którzy zwykle jeżdżą już mniej brudzącymi autami.

Hybrydy ładowane z gniazdka, czyli plug-in, takie jak Opel Grandland X Hybrid, który pojawi się w salonach pod koniec 2019 r., także są zdecydowanie droższe niż 125 tys. zł. Nie wiadomo czemu resort energii nie zamierza obejmować ich dopłatami, choć większość na prądzie może przejechać do 50 km / fot. Opel

Według Kobusa w polskich realiach przeciętny, prywatny nabywca wydaje na auto od 17 do 20 tys. zł, udział nowych aut w rynku jest relatywnie niewielki. – Tym bardziej niedostępne dla polskiego portfela są samochody elektryczne – uzupełnia Drzewiecki. – Jeżeli ktoś je kupuje, to są to firmy. Myślę, że prywatni nabywcy to jednostki. Dla jednych i drugich elektryk będzie raczej drugim autem – kwituje. – W efekcie zapowiadane wsparcie rządu jest symboliczne i niewiele wniesie w rozwój rynku. [G]

Źródło: moto.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA