fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Mimo wirusa Trump zaprasza do Camp David

Obserwatorium Griffitha z widokiem na słynny napis Hollywood przyjmuje gości wyłącznie w maseczkach
AFP
Donald Trump znów rozważa zorganizowanie szczytu G7, ale republikanie i demokraci ostrożnie podchodzą do planów swoich konwencji.

Szczyt G7, do którego należą Stany Zjednoczone sprawujące w tym roku prezydencję, Wielka Brytania, Kanada, Francja, Niemcy, Włochy i Japonia, miał się odbyć w czerwcu w Camp David. W marcu spotkanie zostało odwołane z powodu Covid-19 i zaplanowane w formie wideokonferencji 10–12 czerwca.

W ubiegłym tygodniu prezydent Trump oznajmił, że rozważa zorganizowanie czerwcowego szczytu z udziałem przywódców. – Osobiste spotkanie byłoby zwiastunem normalizacji sytuacji – napisał na Twitterze.

Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył, że „biorąc pod uwagę rolę szczytu G7 w walce z pandemią, gotowy jest udać się do Camp David, jeżeli warunki zdrowotne na to pozwolą". Kanclerz Niemiec Angela Merkel też wyraziła gotowość udziału „czy to przez wideokonferencję, czy w inny sposób". Bardziej sceptyczny jest premier Kanady Justin Trudeau, który mówi o „ciekawym pomyśle", ale wymagającym doprecyzowania. – To ważne, żeby przywódcy mogli przedyskutować kwestie pandemii oraz gospodarki – przyznał.

Z pewnością liderzy najpotężniejszych mocarstw mogą obejść restrykcje w podróżowaniu między USA a Europą oraz USA i Kanadą, które zostały przedłużone do 21 czerwca. Niesie to jednak ze sobą logistyczne wyzwania. W zjeździe, oprócz samych liderów, zazwyczaj biorą udział setki innych przedstawicieli krajów członkowskich, obsługi oraz ochrony.

Wszystkie kraje G7 już powoli się otwierają, ale Ameryka została najbardziej dotknięta pandemią. Wirusa SARS-CoV-2 wykryto u ponad 1,6 miliona ludzi, a prawie 100 tysięcy straciło życie. Dziennie przybywa ponad 20 tysięcy zarażonych. Trudno przewidzieć, jak sytuacja zmieni się za miesiąc czy dwa, ale eksperci twierdzą, że restrykcje i ograniczenia będzie można znieść dopiero, gdy pojawi się skuteczna szczepionka na Covid-19, a to może nastąpić dopiero w przyszłym roku.

Z dużym dylematem borykają się też dwie główne amerykańskie partie, które na sierpień mają zaplanowane konwencje krajowe. To duże i widowiskowe wydarzenia, podczas których nominowani są kandydaci do fotela prezydenckiego, i które są oficjalnym początkiem drugiej fazy wyborów. Problem w tym, że w konwencjach biorą udział dziesiątki tysięcy ludzi: delegaci, media i organizatorzy.

Wielu delegatów demokratycznych już teraz twierdzi, że będą mieli obawy przed uczestniczeniem w konwencji. – Słyszałem od stałych bywalców, że w tym roku nie pojadą do Milwaukee – mówi David Pepper, przewodniczący Partii Demokratycznej w Ohio. Partia Demokratyczna rozważa więc trzy scenariusze: tradycyjne zgromadzenie, spotkanie wirtualne z osobistym udziałem ograniczonej liczby osób albo całkowicie wirtualną konwencję.

Strona republikańska oficjalnie mówi o tradycyjnym zgromadzeniu, które planowane jest w Charlotte w Karolinie Północnej 24-27 sierpnia, tydzień po konwencji demokratów. Donald Trump z entuzjazmem mówi o wydarzeniu z udziałem tysięcy osób, ale podobno bierze pod uwagę, że konwencja może odbyć się w ograniczonej formie. Do tego, na razie nieoficjalnie, przygotowuje się Biały Dom i Partia Republikańska, mimo że fundusze na konwencje mają zebrane, zrobione rezerwacje, a w ubiegłym tygodniu wysłano zaproszenia do republikańskich delegatów.

W rozmowie z reporterami Ronna McDaniel, przewodnicząca krajowej konwencji republikanów, powiedziała w ubiegłym tygodniu, że wirtualne zgromadzenie nie wchodzi w grę ze względu na przepisy. – Republikanie nie mogą zmienić zasad dotyczących konwencji przed tym wydarzeniem – powiedziała, sugerując, że w zgromadzeniu nawet w mniejszej liczbie, ale muszą osobiście uczestniczyć delegaci. Politycy z Karoliny Północnej, w tym ci z Partii Republikańskiej, sceptycznie podchodzą do tego pomysłu, tym bardziej że liczba infekcji wciąż tam rośnie. – Miejmy nadzieję na poprawę, ale przygotujmy się na najgorsze. Nie wiemy, jak sytuacja będzie wyglądać w sierpniu. Takie wydarzenie to duże wyzwanie – powiedziała sekretarz zdrowia Karoliny Północnej.

Nie brakuje jednak głosów, żeby konwencja odbyła się jak zawsze. – Ludzie są gotowi do powrotu do normalności. Prezydent to rozumie. Jeżeli konwencja zostanie okrojona, będzie to widać. Potrzebujemy widowiska, które będzie przeciwwagą dla narracji, że wchodzimy w recesję – powiedział Dan Eberhart, wspierający republikanów przedsiębiorca z branży naftowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA