fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

#RZECZoBIZNESIE: Piotr Kuczyński: Elektorat Trumpa lubi jak podgrzewa wojny handlowe

tv.rp.pl
Cła nałożone na chińskie produkty uderzą w konsumentów w Stanach Zjednoczonych - mówi Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Na rynku kapitałowym widać już skutki zaostrzenia wojny handlowej Waszyngtonu z Pekinem, zwiększających się szans na twardy brexit i spowolnienia gospodarczego w Europie?

Było to widoczne po 31 lipca, kiedy Fed obniżył stopy. Wydawało się, że to najważniejsze wydarzenie ostatnich miesięcy, a okazało się, że nie. Następnego dnia Donald Trump powiedział, że podniesie cła na importowane produkty z Chin o wartości 300 mld dol. najbardziej zabawne, że powiedział to dzień po zakończeniu rozmów w Szanghaju, które były preludium do kolejnych we wrześniu. Nikt się tego nie spodziewał, więc reakcja rynków była trochę przesadna. Rozmowy wrześniowe i tak się odbędą, chociaż Chiny mają zaprzestać importu produktów rolnych ze Stanów, co uderzy w farmerów, czyli wyborców Trumpa. W ogóle cła nałożone na chińskie produkty uderzą w konsumentów w Stanach Zjednoczonych, chociaż Trump myśli, że cła zapłacą Chińczycy.

Chińczycy sprytnie obchodzą cła dewaluując juana.

Tutaj Trump ma rację, twierdząc, że Chiny manipulują walutą. Przez 20 lat wystrzegano się nazwania Chin manipulatorem walutowym, bo nie jest to zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu. Ale Chiny rzeczywiście manipulują walutą. Po zawirowaniu po tweecie z 1 sierpnia natychmiast juan zaczął tracić. Kurs dolara doszedł do 7,04 juana i stanął. Chińczycy oznajmili, że nie pozwolą, żeby juan się tak osłabił, ale przytrzymali go na tym poziomie. Bardzo często tak robią. Poprzednio też było widać 2-3 miesięczny okres stabilizacji w okolicach 6,70 do dolara. Trzymali na tym poziomie i czekali na rozwój sytuacji. Jeżeli jest źle, natychmiast osłabiają juana. W ten sposób pomagają eksporterom. Jednak gdyby za szybko pozwolili się osłabiać juanowi, to zacząłby uciekać kapitał, a ich rezerwy i tak spadają. Gra na rynku walutowym musi być prowadzona niezwykle ostrożnym.

Ciekawe, co się teraz wydarzy. Czy Trump znów podniesie cła, np. z 10 do 20 proc.?

To pytanie za wiele miliardów dolarów. Gdyby ktoś wiedział, co Trump tweetnie, to mógłby zarobić potężne pieniądze. Ktoś może i zarabia.

Jak to wszystko przekłada się na rynki finansowe?

Ostatnio rynki w Stanach się uspokoiły, było nawet odbicie. Skoro rozmowy we wrześniu mają się odbyć, to inwestorzy stwierdzili - po co się denerwować. Nie ma sensu wyprzedawać na siłę, skoro może się dogadają. Niepewność na tych rynkach będzie jednak trwała. Do czasów wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2020 r. umowa nie powstanie, bo nikomu na tym nie zależy. Chińczycy liczą, że może Trumpa już nie będzie, więc po co godzić się na złe warunki. Z kolei Trump twierdzi, że jego elektorat lubi jak podgrzewa wojny handlowe.

Nasza giełda jest na tyle zapomniana, że na nią to nie działa?

Działa. Kiedy indeksy na świecie spadały, nasza giełda zachowywała się bardzo słabo. Słabo zachowywała się również wcześniej. To jest dziwne, bo zakładałem, że uruchomienie PPK i transformacja OFE doprowadzi do wzrostu popytu na akcje. Miejscami było to widać, bo niektóre fundusze napełniały akcjami portfele. Skoro było tanio, to kupowali. Teraz rynek znów zaczął zachowywać się słabo. Być może dlatego, że podobno dużo osób wypisuje się z PPK. Nie wiem, czy to jest prawda.

Może to wynikać z tego, co się stało z OFE. Ludzie mogą być zniechęceni.

I tu jest problem, duży znak zapytania. Teoretycznie OFE plus PPK powinno pomóc naszej giełdzie, a tego nie widać.

Mamy bardzo niepokojące dane z produkcji przemysłowej w Niemczech, pewnie za tym pójdą usługi. Skoro jest źle to akcje będą tracić? Czy będzie tak jak już bywało, że wszyscy spodziewają się stymulacji gospodarki, więc akcje pójdą w górę?

Taka sytuacja przed zawirowaniami między Stanami i Chinami występowała. Widać, że gospodarka niemiecka szybko zwalnia, słaba jest również francuska, bardzo słaba jest włoska. W ogóle gospodarka strefy euro zachowuje się bardzo źle. Kiedyś była gra na to, że Europejski Bank Centralny pomoże. Po posiedzeniu banku nastroje trochę zmiękły. Okazało się, że Mario Draghi nie jest chętny do następnych działań, i słusznie.

Niemcy sprzedadzą nam swoją chorobę przemysłową?

Na rynkach są same zagadki. Polska gospodarka w I i II kwartale była odporna. Indeksy PMI zachowywały się fatalnie, a produkcja rosła do maja. Dane za czerwiec już były niepokojące. Efekt osłabienia niemiecko-francusko-włoskiego pojawia się w Polsce z odroczeniem. On niewątpliwie zwolni polską gospodarkę, ale nie do tego stopnia, żeby to było poniżej 3 proc. wzrostu. W tym roku powinniśmy mieć dalej powyżej 4 proc. wzrostu PKB za cały rok.

Chyba, że zaostrzy się sytuacja.

Tak. Gdyby USA z Chinami się dogadały, w co wątpię, to w kolejce Trumpa jest Unia Europejska. Już dawno zapowiedział, że zabierze się za Unię. To nie jest koniec zabawy.

Niedawno prezes NBP mówił, że rozważa luzowanie polityki pieniężnej, gdyby sytuacja się pogorszyła. Jak to się ma do rosnącej inflacji?

Tu mamy następny problem. Jest inflacja 2,9 proc. Wielu mówi, że do końca roku zobaczymy 3,5 proc. W tym momencie obniżanie stóp procentowych, to byłaby dziwna polityka. Rozpędzić inflację jest łatwo, trudniej zahamować. Jeżeli nie przykręci się tego w odpowiednim momencie, to będzie problem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA