fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Cannes: Świat na skraju załamania

Koreańczyk Bong Joon-Ho odbiera Złotą Palmę festiwalu w Cannes od Catherine Deneuve
AFP
Choć tegoroczny konkurs zdominowali w Cannes mistrzowie kina, jurorzy wybrali świeżość nowych twórców.

Zdobywca Złotej Palmy za film „Parasite" („Pasożyt") Koreańczyk Bong Joon-ho zaproponował film oryginalny, mocny, utrzymany w stylu Tarantina – satyrę łączącą opowieść o społecznych nierównościach z komedią i thrillerem z krwawym zakończeniem.

– Nie mam szans na nagrodę – mówił Bong Joon-ho kilka dni wcześniej na konferencji prasowej po pierwszej projekcji „Parasite". Uważał, że zrobił film wtopiony w realia własnego kraju.

Dwie rodziny

Opowiedział o dwóch rodzinach. Pierwsza – ojciec, matka, dwoje dorosłych dzieci – mieszka w ubogiej dzielnicy wielkiego miasta, w pełnej karaluchów suterenie i nie ma żadnych stałych źródeł utrzymania. Pomaga jej przetrwać głównie cwaniactwo. Syn ma szansę zostać korepetytorem dziewczynki z zamożnego domu Parków. Potrzebny jest do tego dyplom uczelni, ale to w końcu nie problem. Nie takie rzeczy można sprokurować. A potem to już tylko kwestia sprytu, by do pięknej rezydencji w ogrodzie wprowadzić pozostałych członków rodziny.

– Chciałem pokazać polaryzację dzisiejszych społeczeństw – mówi Joon-ho. – Ciekawiło mnie, co się stanie, gdy światy biedy i bogactwa zderzą się ze sobą.

Koreańczyk nie buduje jednak realistycznego obrazu. W „Parasite" niejednoznaczną społeczną diagnozę łączy z czarną komedią, a wreszcie z thrillerem zakończonym krwawą jatką. Film Bonga Joon-ho, choć zanurzony w kulturze południowokoreańskiej, okazał się uniwersalny. I wpisał się w wyraźny na festiwalu ton zatroskania kondycją świata.

Grand Prix Jury odebrała Mati Diop, Francuzka senegalskiego pochodzenia, która w rodzinnym kraju zrobiła film „Atlantyk" o dziewczynie, która w przeddzień ślubu z zamożnym mężczyzną wraca do swojej dawnej miłości. Ale bohaterem jest również tytułowy Atlantyk, przez który trzeba się przeprawić w poszukiwaniu lepszego życia. Ocean w czasie tych wypraw pochłania niejedno ludzkie życie. Diop, podobnie jak Joon-ho zmieszała gatunki, wprowadzając do filmowego realizmu elementy horroru.

Do bólu realistycznie i jakby z innej strony pokazuje ten sam problem Ladj Ly. Jego rodzice przyjechali do Francji z Mali, on urodził się i wychował na przedmieściach Paryża, na osiedlu zamieszkałym przez emigrantów.

Świat wykluczonych

Jego wstrząsający film „Nędznicy" pokazuje właśnie świat „wykluczonych", pozbawionych nadziei i perspektyw. Tu agresja policjantów nakłada się na agresję mieszkańców, a przemocą przesiąka się od najmłodszych lat. Telewizyjnym obrazom samochodów płonących na paryskich ulicach Ly dodał ludzką twarz.

Równie przejmujący, choć bardzo skromny inscenizacyjnie, film zrobili uhonorowani za najlepszą reżyserię bracia Dardenne. W „Młodym Ahmedzie" próbowali zrozumieć, jak w 12-letnim chłopaku z zasymilowanej w Belgii muzułmańskiej rodziny, rodzi się pod wpływem nauki imama religijny fanatyzm. Jak można chłopca, dziecko prawie, zaślepić do tego stopnia, by w imię Allaha planował zamach na swoją nauczycielkę?

O horrorze, wynaturzeniu i śmierci na brazylijskiej prowincji opowiedzieli w „Bacurau" laureaci nagrody jury ex aequo z Ladjem Ly – Juliano Dornelles i Kleber Mendonca Filho, łącząc styl westernowy z science fiction.

Ten nurt mocnego kina społecznego dominował w tegorocznym konkursie. I dobrze, że jurorzy docenili artystów, którzy rejestrują rzeczywistość współczesnych „wykluczonych". Szlachetnie wpisał się w te trudne diagnozy pominięty w werdykcie Ken Loach z dramatem „Sorry, I Missed You" o rodzinie, która ciężko pracując, nie jest w stanie utrzymać się na powierzchni.

Trudne pytania

Nawet nagrodzony za scenariusz, kostiumowy, osadzony w XVIII wieku „Portret młodej kobiety w ogniu" Celine Sciammy, to film o niemożliwej, lesbijskiej miłości w rzeczywistości, w której społeczeństwo dusi się w tradycji pełnej nakazów i zakazów.

Były też filmy, których autorzy zagłębiali się w psychikę współczesnego człowieka. „Little Joe" Jessiki Hausner. W tej opowieści science fiction o dążeniu do szczęścia Austriaczka zadała niepokojące pytanie: czy oddziałując na psychikę człowieka, nie stajemy się konstruktorami Frankensteinów? Za rolę w tym filmie Emily Beecham dostała nagrodę aktorską.

Za kreację męską nagrodę zgarnął Antonio Banderas. W „Bólu i blasku" Pedro Almodóvara wcielił się w alter ego reżysera. Sam hiszpański mistrz w swoim najbardziej osobistym filmie rozliczył się z własnym życiem i losem artysty. Przez krytyków był uznawany za jednego z faworytów do Złotej Palmy. Ale wyjechał z Cannes bez tego trofeum, którego – w co trudno uwierzyć – nigdy dotąd nie dostał.

Największym przegranym jest Quentin Tarantino, ale też jego „Pewnego razu... w Hollywood" okazało zbyt słabe, nie spełniło oczekiwań, jakie można było mieć wobec filmu o fabryce snów końca lat 60. i końcu epoki niewinności. Tarantino zgromadził pod kinami tłumy, ale jury nie dało się zwieść. Postawiło na nowe indywidualności i na tych, którzy mają widzom do powiedzenia coś ważnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA