fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Telekomunikacja

Prezes UKE sprzeciwił się Brukseli w sprawie opłat

Jasper Juinen/Bloomberg
Stacjonarni operatorzy w Polsce na razie mogą odetchnąć. Urząd Komunikacji Elektronicznej nie zamierza – jak chce UE – szybko obniżyć opłat, które pobierają od innych sieci.

Operatorzy telefonii stacjonarnej i ich akcjonariusze, obawiający się obniżenia stawek we wzajemnych rozliczeniach z innymi telekomami (tzw. stawek FTR), mogą nadal spać spokojnie. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej sprzeciwił się Komisji Europejskiej, która od lat domaga się, aby FTR w Polsce był, tak jak w innych krajach UE, ustalany w oparciu o koszty tzw. efektywnego operatora, a więc dużo niższy.

Prezes UKE Marcin Cichy zaczął od dyskusji z operatorami w kraju. Najpierw konsultacjom poddano projekty 104 decyzji, w których regulator obniżył FTR do 0,32 gr. ze średnio 2 gr. Telekomy zaprotestowały. W efekcie dyskusji Cichy przyznał im rację, że nie powinien ustalać jednej stawki dla całego rynku, ponieważ operatorzy się różnią, i wydał nowe decyzje, nie zawierające stawek. Mają one być ustalone odrębnie w przyszłości, w tzw. częściowej decyzji administracyjnej.

Takie decyzje przekazano w marcu do akceptacji Komisji Europejskiej. KE, która czeka, aż Polska dostosuje się do unijnej regulacji, od 7 lat, w kwietniu skrytykowała UKE, a potem w czerwcu doprosiła do rozmów organ unijnych regulatorów – BEREC.

Zdaniem Komisji, podejście prezesa UKE prowadzi do różnicy w rozliczeniach, ponieważ stawki w Polsce będą dużo wyższe (0,481 eurocenta) od zastosowanych przez innych operatorów unijnych, pobierających stawkę ustaloną w oparciu o koszty (0,086 eurocenta). „W rezultacie koszty tej różnicy ponoszą operatorzy, a w ostatecznym rozrachunku konsumenci z państw członkowskich, w których połączenia są inicjowane” – argumentuje KE.

Jej zdaniem wszelkie znaczne różnice w stawkach za zakończenie połączenia w sieciach stacjonarnych w obrębie Unii nie tylko zakłócają i ograniczają konkurencję, ale mają też znaczny szkodliwy wpływ na tworzenie rynku wewnętrznego.

BEREC podzielił zdanie KE i zaapelował do prezesa UKE, aby jak najszybciej przedstawił harmonogram prac nad nową stawką w modelu wskazywanym przez Unię.

W dyskusji wzięli też udział polscy operatorzy. Jak relacjonuje KE, „strony trzecie” nie podzieliły jej argumentów. W ich opinii niższe stawki FTR w Polsce wstrzymałyby rozwój sektora telekomunikacyjnego, wywarłyby negatywny wpływ na konkurencyjność polskich firm telekomunikacyjnych, a jednocześnie nie miałyby pozytywnego wpływu na rynek detaliczny. Podkreślały, że rynek różni się od innych rynków państw członkowskich, ponieważ działa na nim kilkuset małych i średnich operatorów, dla których stawki za zakończenie połączenia stanowią istotną część dochodów.

„Rynek ten, który i tak charakteryzuje się niskimi cenami, stale się kurczy: maleje liczba aktywnych linii telefonicznych oraz liczba abonentów” – przekonywano.

Komisja przekonuje, że niższe stawki FTR mogą oznaczać też niższe ceny dla konsumentów i możliwość rozwoju konkurencji o klientów.

Ostatecznie wydała zalecenie, aby UKE wycofał się z decyzji lub je poprawił. Dała UKE czas na przygotowanie przejściowych stawek dla polskich operatorów stacjonarnych do końca tego miesiąca. Z komunikatu UKE wynika jednak, że urząd nie zamierza tego zrobić. Przekazał dokumenty Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów, aby zajął stanowisko.

Czy grozi nam poważniejsza kłótnia z KE – dopiero się okaże. Prawnicy nie byli we wtorek zgodni. Na razie fakt jest taki, że polscy operatorzy kolejny raz uchodzą cało i zachowują około 220 mln zł wpływów w skali roku. Na jak długo? Do 21 grudnia 2020 r. Polska ma wdrożyć przepisy Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej, które obniżają FTR. O ile dokładnie – jeszcze nie wiadomo. Nowa cena miałaby być jednak o kilkadziesiąt procent niższa od obecnej.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA