fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Corbyn chce zablokowania brexitu przed wyborami

AFP
Jeremy Corbyn domaga się zablokowania możliwości wyjścia z UE przed przyspieszonymi wyborami do Izby Gmin. Lider Partii Pracy oskarża premiera Borisa Johnsona o chęć nadużycia władzy w celu przeforsowania twardego brexitu.

Lider opozycji napisał do sekretarza gabinetu Marka Sedwilla, najwyższego rangą urzędnika służby cywilnej w związku z rosnącym na Wyspach przekonaniem, że Johnson chce doprowadzić do przedterminowych wyborów na początku listopada. W ten sposób premier miałby zareagować na wyrażenie mu wotum nieufności przez Izbę Gmin w sytuacji, w której jego rząd zmierzał będzie do twardego brexitu.

Sam Johnson nie zdementował tych pogłosek co wywołało reakcję Corbyna.

Przedterminowe wybory - według pogłosek - miałyby odbyć się 1 listopada, dzień po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE.

W liście do Sedwilla Corbyn pisze m.in. "jest pan z pewnością świadomy spekulacji, że nawet jeśli parlament wyrazi wotum nieufności wobec konserwatywnego rządu, premier może spróbować zmusić nas do katastrofalnego twardego brexitu rozpisując wybory po wyznaczonej na 31 października dacie brexitu".

"Zmuszanie (kraju) do braku umowy wbrew decyzji parlamentu i odmawiania prawa wyborcom dokonania wyboru w wyborach powszechnych będzie bezprecedensowym, niekonstytucyjnym i antydemokratycznym nadużyciem władzy przez premiera nie wybranego w wyborach powszechnych, ale przez niewielką liczbę niereprezentatywnych członków Partii Konserwatywnej" - napisał Corbyn.

Corbyn wzywa do ustalenia, aby "decyzje w kwestii polityki, na którą nowy rząd może chcieć mieć możliwość spojrzenia w inny sposób niż obecny rząd powinny być przełożone na czas po wyborach".

"W związku z tym byłbym wdzięczny, gdyby potwierdził pan, że gdyby Wielka Brytania miała wyjść z UE bez umowy w czasie kampanii wyborczej przed wyborami, rząd powinien zażądać czasowego przedłużenia (czasu na wyjście z UE na mocy) artykułu 50 (Traktatu o UE), aby pozwolić wyborcom zdecydować, a nowy rząd mógł podjąć kroki na podstawie życzeń wyborców" - podkreśla lider Partii Pracy.

Brytyjskie media, powołując się na unijnych urzędników poinformowały 5 sierpnia, że Bruksela zaczyna działać zgodnie z "roboczą hipotezą", iż Boris Johnson "nie blefuje" na temat wyjścia z UE bez umowy.

UE, po spotkaniu doradcy Johnsona ds. europejskich, Davida Frosta z wysokimi przedstawicielami UE przed tygodniem, miała nabrać przekonania, że głównym planem rządu Johnsona jest twardy brexit.

Frost pojechał do Brukseli z przekazem, że Wielka Brytania "wyjdzie z UE 31 października bez względu na okoliczności".

Wysoki rangą unijny dyplomata powiedział w rozmowie z "Guardianem" i "Daily Telegraph", że brexit bez umowy wydaje się być "głównym scenariuszem" rządu Johnsona.

- Naszą roboczą hipotezą jest brak umowy - powiedział dyplomata.

- Jest jasne, że Wielka Brytania nie ma innego planu. Nie ma woli negocjacji, co wymagałoby planu - dodał.

Przedstawiciele UE twierdzą też, że obecnie nie ma podstaw do "znaczącej dyskusji" z Wielką Brytanią o brexicie.

Zwycięstwo Johnsona w wyborach na nowego lidera torysów ogłoszono 23 lipca. 160 tys. członków partii wybierało nowego lidera spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ). Ten pierwszy otrzymał 92 153 głosów. Hunta wybrało 46 656 członków Partii Konserwatywnej. Frekwencja w głosowaniu wyniosła 87,4 procent.

Po tym jak Johnson zastąpił Theresę May na stanowisku premiera z rządu odeszli m.in. kanclerz skarbu Philip Hammond i minister sprawiedliwości David Gauke. Ten pierwszy ma stać na czele wewnętrznej opozycji wobec Johnsona, która przygotowuje plan przeciwstawienia się własnemu rządowi, jeśli ten będzie zmierzać do twardego brexitu. W takim wypadku - zdaniem brytyjskich mediów - możliwe jest nawet, że kilkunastu torysów zagłosuje za wotum nieufności wobec własnego rządu.

Boris Johnson wielokrotnie zapowiadał, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson jest przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa". Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy.

Do zmiany premiera na Wyspach doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA