fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Wybory pod dyktando Aleksandra Łukaszenki

AFP
W dniu wyborów na ulice białoruskich miast wysłano wojsko, w aresztach zamknięto działaczy opozycji. Po ogłoszeniu wyników badań exit poll, zgodnie z którymi wybory z dużą przewagę wygrał Aleksander Łukaszenko, z Białorusi zaczęły napływać informacje o rozpędzanych przez milicję protestach opozycji oraz o zatrzymaniach. W poniedziałek rano Centralna Komisja Wyborcza podała wstępne wyniki wyborów, z których wynika, że prezydent zdobył w wyborach ponad 80 proc. głosów.

W poniedziałek rano białoruska CKW ogłosiła wstępne wyniki wyborów: Aleksander Łukaszenko miał zdobyć w nich 80,23 proc. głosów, a jego główna rywalka, Swietłana Cichanouska - 9,9 proc. Żaden z pozostałych kandydatów nie przekroczył 2 proc. poparcia. 6,02 proc. głosów miało zostać oddanych przeciwko wszystkim.

Po ok. dwóch godzinach od ogłoszenia wstępnych wyników wyborów na Białorusi Kreml podał informację, że prezydent Władimir Putin wysłał telegram gratulacyjny do Łukaszenki.

W swoim telegramie Putin wyraził nadzieję na "dalszy rozwój wzajemnie korzystnych stosunków rosyjsko-białoruskich we wszystkich dziedzinach" oraz na "pogłębienie współpracy" w ramach Związku Białorusi i Rosji oraz "budowanie więzi wojskowo-politycznych".

Tymczasem rywalka Łukaszenki, Cichanouska, ogłosiła, że nie uznaje oficjalnych wyników wyborów. Stwierdziła, że jest ich zwyciężczynią.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała białoruskie władze do dokładnego przeliczenia głosów z niedzielnych wyborów prezydenckich.

W niedzielę Białorusini po raz szósty od upadku ZSRR udali się do urn. Po raz szósty o fotel prezydenta ubiegał się rządzący od 1994 r. Aleksander Łukaszenko. Oprócz niego na kartach do głosowania były jeszcze cztery nazwiska: Hanna Konopacka, Andrej Dmitryjeu, Siarhej Czeraczeń i Swiatłana Cichanouska. Ta ostatnia od kilku tygodni była w centrum uwagi mediów na całym świecie. Żona popularnego, aresztowanego pod koniec maja, blogera Siarheja Cichanouskiego przed wyborami gromadziła na swoich wiecach tysiące Białorusinów – w Mińsku było ich nawet 70 tysięcy.

Polscy politycy o wyborach na Białorusi:













Prawdopodobnie dlatego w niedzielę na ulicach białoruskiej stolicy roiło się od wojskowych ciężarówek i wozów opancerzonych, a wszystkie najważniejsze budynki rządowe otoczono metalowymi bramkami. Funkcjonariusze MSW zaczęli blokować ulice jeszcze przed zamknięciem lokali wyborczych.

Czytaj także:

Rusłan Szoszyn: Białorusini już są wolni

Zablokowano też internet – w niedzielę na Białorusi nie działały niezależne portale i popularne komunikatory. Od początku kampanii były one główną bronią przeciwników reżimu. To tam omawiano plan białoruskiej rewolucji, która miała się rozpocząć w niedzielę o godz. 22.

– Władca może chcieć rządzić długo, ale decydować o tym powinien naród. Dzisiaj białoruskie społeczeństwo zdaje egzamin, czy jesteśmy narodem czy jednak nie – mówił w niedzielę wieczorem w rozmowie telefonicznej z „Rzeczpospolitą" Iosif Siaredzicz, redaktor naczelny opozycyjnej gazety „Narodnaja Wola".

W piątek szefowie MSZ Trójkąta Weimarskiego (Polska, Niemcy i Francja) wzywali władze w Mińsku do przeprowadzenia wolnych wyborów. Namawiano też do uwolnienia więźniów politycznych (obecnie mówi się o 25 osobach) i powstrzymania się przed użyciem przemocy. Dyplomatycznie zasugerowano, że od tego będzie zależał dalszy dialog Białorusi z UE, który, jak pisali dyplomaci, w ostatnich latach był „obiecujący".

Biorąc pod uwagę, że alternatywą dla urzędującego od 1994 r. prezydenta jest imperialna Rosja, Białoruś ma wiele do stracenia. Tylko z Polską wymiana handlowa w ubiegłym roku wyniosła ponad 3 mld dolarów. Polacy inwestują na Białorusi przeważnie w branżę meblową, gospodarkę wiejską i sektor IT. Ale też w branżę budowlaną – np. Grupa Atlas od ponad dziesięciu lat ma zakład produkcyjny w Grodnie. Są i bardziej ambitne projekty. Odkąd Rosja zakręciła kurek z tanią ropą, władze w Mińsku intensywnie poszukują alternatywnych dostawców. Zaawansowane rozmowy w sprawie dostaw ropy prowadzone są m.in. z Warszawą. Ropa miałaby popłynąć z Gdańska i w budowie jest odpowiednia infrastruktura. Ale tu kluczowy jest dialog polityczny, który trudno będzie utrzymać, gdyby Łukaszenko wybrał rozwiązanie siłowe.

Według przeprowadzonego na zlecenie telewizji Mir sondażu exit poll ogłoszonego tuż po zamknięciu lokali wyborczych, Łukaszenko zdobył 79,7 proc. głosów, Cichanouska - 6,8 proc. Z kolei w opublikowanym później badaniu Ośrodka Badań Społeczno-Humanistycznych Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Ekonomicznego, przeprowadzonym na zlecenie telewizji STV, urzędujący prezydent otrzymał 71,4 proc. głosów, główna kandydatka opozycyjna - 10,1 proc.

Jak podał Biełsat, niezależne sondaże exit poll przeprowadzone przed lokalami za granicą wskazują na zdecydowane zwycięstwo Cichanouskiej.

Opozycja twierdzi, że wybory zostały sfałszowane. W stolicy i innych miastach doszło do protestów, rozpędzanych przez milicję. W Mińsku, gdzie na ulice wyszły dziesiątki tysięcy osób, w kilku punktach miasta doszło do starć OMON-u z demonstrantami. Funkcjonariusze użyli granatów hukowych i, prawdopodobnie, gazu łzawiącego. M.in. na prospektach Maszerowa i Zwycięzców trwają zatrzymania. Część ulic została zamknięta przez milicję.

Doniesienia o protestach i zatrzymaniach napływały także m.in. z Brześcia i Grodna.

Białoruska dziennikarka Hanna Liubakowa informowała o protestach w ok. 30 białoruskich miastach. Niektóre komisje wyborcze na Białorusi miały przekazać protokoły, które wskazywały na zwycięstwo w tych komisjach Cichanouskiej co oznaczałoby, że nie zgodziły się na sfałszowanie wyborów - przekonuje Liubakowa.

Euroradio podało, że w centrum Mińska milicyjny pojazd z dużą prędkością wjechał w tłum protestujących. Jeden z demonstrantów miał wskoczyć na zderzak i upaść pod koła. Według Tut.by, mężczyzna jest ciężko ranny.

Rosyjska agencja RIA Nowosti podała, że protestujący w Mińsku zaczęli wznosić barykady, by osłonić się od sił milicyjnych. Według tego źródła, w stolicy milicja użyła m.in. armatek wodnych.

Z kolei w miastach Żodzino (obwód miński) i Baranowicze (obwód brzeski) funkcjonariusze oddziałów prewencji opuścili tarcze i odmówili starcia z demonstrującymi - poinformowała agencja Reutera, powołując się na świadków.

Biełsat poinformował, że w rękach białoruskiej milicji jest co najmniej pięcioro współpracowników redakcji. Zatrzymań dokonano w Mińsku i Grodnie. "Nie posiadamy zdjęć i nagrań z zatrzymań – na Białorusi wyłączono internet" - podkreśliła stacja.

W nocy białoruskie MSW poinformowało o zastosowaniu "specjalnych środków" wobec protestujących w Mińsku. Rzeczniczka MSW Białorusi Olga Czemodanowa zapewniła, że sytuacja w stolicy Białorusi "jest pod kontrolą". Wobec demonstrujących służby miały "zastosować specjalną technikę" a także użyć "granatów hukowych".

Czemodanowa mówiła też o zatrzymaniach - nie podała jednak liczby aresztowanych osób.

Z kolei Cichanouska wezwała służby do zaprzestania przemocy, a do swoich zwolenników apelowała o unikanie prowokacji.

Do najpoważniejszych starć w Mińsku miało dojść w rejonie Prospektu Zwycięzców, jednej z najważniejszych ulic miasta. Do dużych demonstracji miało też dojść na mińskiej starówce oraz w rejonie Prospektu Niepodległości.

W rejon demonstracji skierowano specjalne pojazdy milicyjne. Przeciwko demonstrantom miały zostać użyte działka wodne i gaz pieprzowy. Służby miały również strzelać do protestujących z gumowych kul.

Liczba poszkodowanych w starciach nie jest znana.

Biełsat i Centrum Praw Człowieka Wiasna podają, że w starciach milicji z demonstrantami zginęła jedna osoba - ofiara miała zostać potrącona przez radiowóz. Informacje o ofierze dementowało jednak MSW.

Ok. 11 pojawiła się informacja, że policja zatrzymała ok. 3 tysiące uczestników powyborczych protestów - informację taką przekazała agencja RIA powołując się na białoruskie MSW.

Późnym wieczorem prezydenci Polski i Litwy - Andrzej Duda i Gitanas Nauseda - zaapelowali do władz Białorusi o pełne uznanie i przestrzeganie podstawowych standardów demokratycznych. "Wzywamy do powstrzymania się od przemocy i do respektowania podstawowych wolności, praw człowieka i obywatela, w tym praw mniejszości narodowych i wolności słowa" - dodali we wspólnym oświadczeniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA